sobota, 15 grudnia 2007

Biedne fonemy...

Fonemy tak na prawdę są bardzo biedne. Starają się być przydatne, łączą w sobie tylko cechy dystynktywne czyli te najważniejsze a i tak nic nie znaczą! Dopiero połączone w morfem mogą nam przekazać jakieś znaczenie a tak nadal pozostają w świecie abstrakcji. Na dodatek setki studentów polonistyki przeklina dzień w którym się dowiadują, że fonemy istnieją i, że już niedługą będą musieli z tych fonemów zaliczyć kolokwium! Żal mi tych fonemów... Aż się wezmę do nauki z gramatyki opisowej (z litości, nie dlatego, że wisi nade mną wizja nie zaliczonego kolokwium u dr. Ochman).

piątek, 14 grudnia 2007

Misz-masz


Oj strasznie się zapuściłam przez ostatni czas... Biorę się za siebie i napiszę wam to co przez parę ostatnich dni chodziło mi po głowie :)

na początek... Moulin Rouge! Jestem pod wielkim wrażeniem tego filmu, jest wspaniały mogłabym oglądać go codziennie (i tak przez pierwsze trzy dni od pierwszego obejrzenia robiłam). Muzyka, fabuła ale przede wszystkim ten oniryczny świat kabaretu przedstawiony jakby po wypiciu butelki absyntu po prostu cudo! Zostawiam wam próbkę: Tango


a teraz uważajcie bo... NOBADY EXPECTS THE SPANISH INQUISITION!!! nasze małe zwariowanie na Syrokomli 12 :)


miałam napisać o tylu rzeczach ale jakoś pozapominałam wszystko :) to na razie wystarczy ;)

niedziela, 25 listopada 2007

nie wiem skąd się wziął. czy to kwestia pogody, nastawienia do życia, kondycji psychicznej, czy może równowagi w przyrodzie... najważniejsze, że przyszedł. czas mgieł, niepewności i lęku. lęku irracjonalnego o to co najważniejsze i zdawać by się mogło pewne. mgły zasłaniają słońce. zmysły się wyostrzają... wszystko zaczynam odczuwać intensywniej...wzrasta moja czujność ale wzrasta też strach przed tym co czai się we mgle, przed tym, że poza mgłą nie ma nic innego....

piątek, 16 listopada 2007

a za oknem zima....

Jak pachnie zima?
Każda pora roku ma swój zapach... Wiosna pachnie świeżą trawą i orzeźwiającym deszczem, lato kwiatami, słońcem i olejkiem do opalania, jesień niesie ze sobą zapach jabłek, śliwek i opadłych liści...

A jak pachnie zima?
Jaki jest zapach śniegu czy mrozu?
Zimowe zapach kojarzą się raczej z ciepłym domem, zapachem palącego się drewna w kominku czy aromatycznej herbaty.

Zima ma swój własny zapach.
Zapach bardzo ulotny i prawie nie wyczuwalny. Wystarczy wziąć głęboki wdech aby go poczuć.
Zima pachnie łagodnie jak dotyk płatka śniegu na rzęsie.
Zima pachnie miękko jak świeży puch gdy po nim chodzimy.

W zapachu zimy jest coś tęsknego, jest tam też i kawałek nadziei.
Zimowy zapach niesie ze sobą radość, taką zwykłą bez powodu, czystą jak biel śniegu...

poniedziałek, 12 listopada 2007

Zlot 2007




Od piątku do niedzieli byłam wraz z moją drużyną na zlocie hufca, który odbył się w tym roku w Głogoczowie. Moja kochana piąteczka pojawiła się w silnym składzie: PrzyBasia, PrzySzymek, Gabrysia, Pysia, Dominika, Martyna, Jagoda, Filip i Kuba (który na szczęście znalazł się po małym zamieszaniu z dworcami...) oraz oczywiście ja. Co więcej nasze barwy reprezentowali w drużynie starszoharcerskiej: Zuzabella Izanna i Grzegorz, więc piątka stanowiła silny zespół. Cała drużyna zachowywała się się wspaniale i spisała się znakomicie za co jestem im wdzięczna.

Na zlocie było bardzo dużo harcerzy. W większości byli to nowi harcerze, których jeszcze nie znam i jest to na pewno plus tej imprezy. Ciszę się także, że mogłam sie spotkać ze znajomymi w biwakowej atmosferze, bo tego mi już od dawna brakowało. Niestety na tym kończą się plusy tego zlotu. Uważam, że jak na imprezę hufcową przygotowaną od dłuższego czasu, zlot wyszedł bardzo marnie. Miało się wrażenie, że program przygotowywany był spontanicznie bez żadnego pomysłu, na odczepnego. Organizacja pozostawiała wiele do życzenia, chociaż wiem że organizatorami byli młodzi instruktorzy niektóre rzeczy można im wybaczyć. Najgorsze było rozczarowanie harcerzy, którzy przyjechali świetnie się zabawić a przez większość czasu po prostu się nudzili. Mam nadzieję, że ich następny biwak będzie o wiele ciekawszy i da im poczucie harcerstwa jako dobrej, zabawy i przgody a nie tylko nudnego oczekiwania i wysłuchiwania upomnień instruktorów.

piątek, 26 października 2007

Studia











Studenckie życie okiem mojego telefonu komórkowego...

piątek, 19 października 2007

Morfem niesie znaczenie!

Ostatnio na wykładzie z językoznastwa napisałam do Paci list. Niestety tak się złożyło, że list nie trafił szybko do adresata i już zdążył się zdezaktualizować. Postanowiłam jednak fragmenty tego listu zamieścić tutaj, bo trzeba zostawić coś dla potomności...

Droga Paciu!
Arystoteles powiedział: "Charakter męski nie zgadza się z kobieta, żeby była mężna i groźna." Nie ma to nic wspólnego z tematem wykładu z językoznastwa a tym bardziej ze świniami i motylami ale właśnie przed chwilą przeczytałam to zdanie i stwierdziłam, że podzielę się nim z Tobą. Wszystko po to żebyś nie czuła się zaniedbywana.
Budziki są złe. Są złe, gdy dzwonią przeraźliwie
dygresja z wykładu:
leksem "kot" + morfem słowotwórczy "ek"= leksem "kotek"
co jest ciekawe dla morfologów
nad ranem i w nicość wysyłają resztki snów. Gorsze są jednak, gdy nie dzwonią, kiedy powinny a ty musisz się spieszyć nie zważając na spuchnięta twarz, która domaga się umycia. Uważam, że w naszym gospodarstwie masarno-tekstylnym nie będziemy miały budzików. Nasze świnie i motyle (leksemy układają się w syntagmy!) będą żyły według własnego zegara biologicznego. My będziemy spały do południa a nasze zwierzątka będą samowystarczalne i same będą sobie robić śniadanie.
Pogoda jest piękna słoneczko wspaniale świeci. Tu są wielkie okna przez które widać Wawel. Wawel to od tyłu lewaw i to nie jest morfem bo nie niesie znaczenia!

Buziaczki od Anny panny na Grodzkiej.







sobota, 6 października 2007

Studenckie życie

Minął pierwszy tydzień mojej studenckiej kariery, jak na razie jestem zagubiona i nie bardzo wiem jak się w tym wszystkim połapać. Na wykłady chodzi mi się przyjemnie, są nawet interesujące (oprócz zajęć z pedagogiki ale mam nadzieję że to wyjątek potwierdzający regułę) a ludzie w grupie są w porządku (w końcu to kwiat młodzieży polskiej;)). Mam tylko jedno pytanie: DLACZEGO MUSZĘ KURSOWAĆ PO CAŁYM KRAKOWIE W POSZUKIWANIU MIEJSCA WYKŁADU?? Prawdopodobnie państwo dziekanostwo uważa że nauczyciel polskiego musi mieć wyrobioną kondycję....


Z wykładów wzięte:
Emisja głosu: "Na następnych zajęciach będziemy bawić się wargami"
Literaturoznawstwo: "Język nie jest nasz, każdy z nas używa tego, co już ktoś inny miał w ustach"
"Sztuka jest irracjonalna i trzeba ją ująć racjonalnie, co nikomu się jeszcze nie udało"
"Literatura to kamień na chodniku o który trzeba się potknąć"
Literatura Staropolska: "A teraz powiem państwu dlaczego nie jest możliwe zdanie egzaminu z literatury staropolskiej w pierwszym terminie"
Pedagogika: "Dziś tylko takie organizacyjne sprawy wypuszczę państwa wcześniej [2 min. przed planowym końcem wykładu] skoro nie mają państwo więcej pytań, mogą państwo już iść..."

poniedziałek, 1 października 2007

Musicale, musicale



Wczoraj wraz z Klubem Szalonego Zastępowego byłam w kinie na filmie "Hairspray". Uwielbiam musicale! Te słodkie, często cukierkowate opowieści o przewidywalnym zakończeniu. Najbardziej lubię sceny gdy wszyscy nagle zaczynają tańczyć (zwłaszcza na ulicy) w takich momentach sama chciałabym do nich dołączyć. Co prawda z tańcem na ulicy miałam do czynienia (dałyśmy z Emily mały pokaz na rynku Zamościu) ale taki pełnowartościowy występ musi być wspaniałym przeżyciem :D

sobota, 29 września 2007

Nowy nabytek


Mam nowy telefonik! Motorole W375, taki jak na zdjęciu, tylko pomarańczowy :D

piątek, 28 września 2007

Dostałeś dziś sznur granatowy....

Kolejna zbiórka z moją kochaną drużyna, moja pierwsza jako pełnoprawnej drużynowej. Symbolicznie od Gosi dostałam granatowy sznur, ten sam, który ona nosiła jako drużynowa. Sama Gosia (Bunia jak ją dziewczyny nazywają) została szczerze i uroczyście pożegnana, chociaż na pewno nie ma co liczyć na odpoczynek, 5 tak łatwo ją nie puści ;) Do mnie powoli dociera, że zaczynam swoją karierę drużynowej, teraz się zacznie: zbiórki, biwaki, wycieczki, ale nie narzekam, bo z taką drużyną jak moja "Watra" można wszystko! Poza tym moja PrzyBasia i mój PrzySzymek mi pomagają. Zapowiada się niezwykły rok (na zbiórce było więcej chłopców niż dziewczynek, co jest dla mnie szokiem!). Pozytywne wibracje dla całej 5 ~~~~~~~~~.

p.s. Dziewczyny planują super projekt, jak tylko wypali na pewno się o tym dowiecie!

p.s.2 zakończyłam (jak na razie) swoją karierę opiekunki, mała Aga idzie do przedszkola a ja zaczynam studia!

środa, 26 września 2007

ogłoszenia drobne


zapraszam wszystkich serdecznie :) po więcej informacji zapraszam na stronę sekcji tutaj

Jesienne inspiracje...

Szałasolot

Muzyka: Grzegorz Śmiałowski
Wykonawca: "Bez Zobowiązań"

Przed zaklęsłą stromizną urwiska
s z a ł a s o l o t ulatuje w nieznane.
Skrzydłem dachu zagarnia krajobraz
Płyną przezeń śródleśne przestrzenie.

Leśna mądrość obdarzyła go ciszą.
Chore drzewo w daremnej podróży.
Brakło ognia, aby spełnił się żywot
pustych piersi, pełnych wciąż
wietrznych marzeń.

Przed zaklęsłą stromizną urwiska
s z a ł a s o l o t - wystrzępione lotki gontów
rozpościera - szykując się w ciszy
do niemożliwej podniebnej żeglugi.

Leśna mądrość obdarzyła go ciszą...

do posłuchania

poniedziałek, 24 września 2007

Pójść na wrzosowisko.


Nareszcie pogoda się zrobiła pięknie wrześniowa. Uwielbiam jesień, zwłaszcza u nas w Polsce, zachęca do spacerów i egzystencjalnych (i nie tylko) rozmyślań. Brakuje mi tylko w Myślenicach takiego prawdziwego wrzosowiska, takiego, które we wrześniu zachęca do spacerów a w listopadzie wydaje się mroczne i niedostępne, takiego, na które można jak w piosence pójść i zapomnieć wszystko...


Wielka Akcja Naborowa odbyła się bez większych zastrzeżeń ;) buziaki dla wszystkich, którzy ze mną pląsali, skakali i bawili się, byliście wspaniali :* zwłaszcza moje maniaczki, które prawdopodobnie są uzależnione od gry w 10 ;P

Jedna z gitar hufcowych pozostaje pod moją profesjonalną opieką, więc przez najbliższe dni znów będę grać dopóki mi palce nie zaczną krwawić ;)

czwartek, 20 września 2007

Koszmar zakupów...




Jak zauważyła Kasieńka moja trochę się opuściłam w pisaniu postów ale obiecuję się poprawić. Dziś zaraz po spotkaniu z moją Agnieszką naiwnie postanowiłam że kupię sobie nowe dżinsy (jeansy jak ktoś woli). Jeżeli ktoklwiek myśli, że kupienie dobrych (i tanich) dżinsów (jeansów) w Myślenicach jest zadaniem łatwym, to się grubo myli!! Znalezienie spodni w których wyglądam jako tako a moje pośledki nie wychodzą na wierzch przy każdym pochyleniu się graniczy z cudem. Na szczęście udało mi się takowe znleźć i teraz jestem szczęśliwą nosicielką nowych granatowych jeansów (dżinsów) bliżej nieokreślonej firmy.


Wróciłam na treningi! I okazało się, że jeszcze coś tam pamiętam :) kto wie, może nawet zdam ten egzamin na 5 kyu....

poniedziałek, 17 września 2007

Dzień na Zielonym Wzgórzu.





Zdjęcia z wesela Mariusza na którym byliśmy w zeszłą sobotę razem z Tomaszem.



Niedawno telewizja Polsat po raz kolejny dała nam szansę zapoznać się z historią Ani z Zielonego Wzgórza. Co prawda w wersji filmowej, która odbiega nieznacznie od książkowego pierwowzoru ale i tak zachęciło mnie ot do ponownego sięgnięcia po przygody rudowłosej Ani.
Książki o przygodach Ani zawsze należały do jednych z moich ulubionych, wystarczy sięgnąć po którąkolwiek z serii aby przenieś się w niezwykły, wypełniony marzeniami świat Ani (ja obecnie czytam "Anię na uniwersytecie" moją ulubioną z serii). Zawsze się uważałam za trochę podobną do mojej literackiej imienniczki. Obie żyjemy na pograniczu świata marzeń i rzeczywistego oraz mamy podobne podejście do życia :) To cudowne, że bohaterka tej książki nigdy się nie starzeje a w kolejnych częściach dorasta wraz ze mną i zawsze mogę o niej myśleć jak o mojej przyjaciółce z dzieciństwa....



Wiadomość Dnia!!
Kasienka z Dziurką dostały Akademik, zamieszkają razem w "Paście" czyli już wiemy gdzie możemy iść na impreze :D

niedziela, 16 września 2007

Druga połowa mojego mózgu zakłada bloga!

Stało się, Pacia nie przetrzymała zarażenia blogową chorobą od emilkową i założyła własnego bloga :D i tak cały Klub Szalonej Zastępowej ma swoje miejsce w sieci.

blog Paci tutaj

Coś na dzień dobry


sobota, 15 września 2007

Zimny dzień na Suchej Polanie.

Ach, prawie już zapomniałam co to znaczy prawdziwa górska jesień. Dziś dotkliwie się o tym przekonałam podczas mszy św. na Suchej Polanie. Było zimno, mokro, mocno wiało i na dodatek byliśmy w samym środku chmury! Jednak i ta nie przyjemna szata Beskidów była urzekająca i fascynująco groźna, pełna tajemnic.
Sama msza odbyła się bez większych zakłóceń, nasza licznie przybyła reprezentacja liczyła około 12 ale za to nasz poczt miał własną drużynę sztandarową (w składzie ja i Pawełek ;)) a reszta pomagała organizatorom zlotu. Wyjątkowo w tym roku udało się nam złożyć kwiaty pod pomnikiem co prawda wieniec początkowo należał do... PTTK ale oni jakoś o nim zapomnieli :P Jak zwykle niezawodny był Stasiu Cichoń, który bardzo, bardzo mocno zaangażowany, wszystkich bardzo,bardzo gorąco witał i ogólnie był bardzo, bardzo miły.

Specjalne pozdrowienia dla Kacpra, z którym zawiązaliśmy rozejm przy piciu herbaty :D

piątek, 14 września 2007

Medialna gwiazda...

Stało się to, co zawsze przepowiadałam: jestem osobą znaną i rozpoznawaną! wszystko za sprawą nasze elitarnej Gazety Myślenickiej. W tej o to gazecie umieszczono obszerny artykuł o obozie wędrownym (który napisałam wspólnie z Pacią). Jadnak najważniejsze są zdjęcia na których mnie widać :D zwłaszcza jedno, na którym wraz z Emilką płyniemy kajakiem, spostrzegawczy mogą zauważyć powód mojego nagłego wybuchu śmiechu.... Choć gazeta ukazała się dopiero wczoraj rozpoznawalność już daje o sobie znać. Głownie odczuwa ją moja mam, do której dzwonią różne Ciotki-Klotki z radosnym okrzykiem "Widziałam twoją Anie w gazecie!"


p.s. miałam zamieścić tu zdjęcia małej Agnieszki ale z problemów technicznych mi się to nie udało (tzn. nie miałam aparatu).

czwartek, 13 września 2007

Z ostatniej chwili...

Tomasz stawia swoje pierwsze kroki jako włamywacz samochodowy ;) na razie udało mu się włamać do samochodu kolegi, któremu zepsuł się zamek ale dopiero początek.....



p.s. prawdopodobnie po tym poście przestanie się do mnie odzywać

Niewidzialna plastelina...

Od pewnego czasu jestem opiekunką pewnej, małej Agnieszki. Agnieszka ma 2,5 roku i jest wspaniała i wciąż powtarza, że to ja jestem mała a nie ona (prawdopodobnie zgadała się z Tomasze ale wciąż nie mam potwierdzenia). Z Agnieszki jest prawdziwa gosposia jej ulubionym zajęciem jest... mycie naczyń (tych prawdziwych, jej własne plastikowe są już mniej dla niej interesujące) i czasami wychodzi jej to lepiej niż mi :) Najfajniejsze w całej opiece nad nią jest obserwowanie jak się bawi, potrafi przez 20 min. robić ciasto z "niewidzialnej plasteliny" , które oczywiście po upieczeniu w plastikowym piekarniku muszę zjeść całe ;) Jutro spróbuje umieścić tu jej zdjęcie bo to naprawdę słodkie dziecko.

Coś specjalnie dla Paci ;) jak wyjdzie ze szpitala to sobie posłucha. Piosenka o mnie i o Paci :)

środa, 12 września 2007

3...2...1...0...START!!

uwaga, uwaga mój pierwszy post na nowym blogu! naszła mnie ostatnio tak fantazja, żeby zacząć pisać bloga, wzięłam się do pracy i oto jest mój pierwszy w pełni Ofwczy blog. nie wiem ile to dziecko zrodzone z nudy przetrwa ale mam nadzieję, że jednak ktoś będzie je czasem odwiedzał. pierwszy post powinien być interesujący i zawierać jakąś podpowiedź o czym to ja będę tu pisać ale ja lubię łamać konwenanse i nie zdradzę wam tu nic a poza tym jeszcze nie wiem czemu poświecę swoje posty. p.s. podziękowania dla Emilki, bo ona o tym jeszcze nie wie ale to jej blog mnie zainspirował.