Ach, prawie już zapomniałam co to znaczy prawdziwa górska jesień. Dziś dotkliwie się o tym przekonałam podczas mszy św. na Suchej Polanie. Było zimno, mokro, mocno wiało i na dodatek byliśmy w samym środku chmury! Jednak i ta nie przyjemna szata Beskidów była urzekająca i fascynująco groźna, pełna tajemnic.
Sama msza odbyła się bez większych zakłóceń, nasza licznie przybyła reprezentacja liczyła około 12 ale za to nasz poczt miał własną drużynę sztandarową (w składzie ja i Pawełek ;)) a reszta pomagała organizatorom zlotu. Wyjątkowo w tym roku udało się nam złożyć kwiaty pod pomnikiem co prawda wieniec początkowo należał do... PTTK ale oni jakoś o nim zapomnieli :P Jak zwykle niezawodny był Stasiu Cichoń, który bardzo, bardzo mocno zaangażowany, wszystkich bardzo,bardzo gorąco witał i ogólnie był bardzo, bardzo miły.
Specjalne pozdrowienia dla Kacpra, z którym zawiązaliśmy rozejm przy piciu herbaty :D
3 komentarze:
I ja wreszcie też tam byłam :) ach ta jesień w górach, mama nadzieje, ze nie ostatnia w moim życiu :((no wiecie o co chodzi:P)
A rozejm był przy MOJEJ herbacie, to tak jakby moja zasługa troszkę;)
qa ja zaspałam;(:(dupa wołowa ze mnie:p no ale ciesze sie ze wam było miło,pozdrawiam:*:*
druzyna sztandarowa byla imponujaca nie da sie ukryc i prezentowala sie pierwszorzednie... przy tych kwiatach to ja omalo zycia nie stracilem ale to tylko szkopol ;p bylo fajowsko ;)
Prześlij komentarz