Minął pierwszy tydzień mojej studenckiej kariery, jak na razie jestem zagubiona i nie bardzo wiem jak się w tym wszystkim połapać. Na wykłady chodzi mi się przyjemnie, są nawet interesujące (oprócz zajęć z pedagogiki ale mam nadzieję że to wyjątek potwierdzający regułę) a ludzie w grupie są w porządku (w końcu to kwiat młodzieży polskiej;)). Mam tylko jedno pytanie: DLACZEGO MUSZĘ KURSOWAĆ PO CAŁYM KRAKOWIE W POSZUKIWANIU MIEJSCA WYKŁADU?? Prawdopodobnie państwo dziekanostwo uważa że nauczyciel polskiego musi mieć wyrobioną kondycję....
Z wykładów wzięte:
Emisja głosu: "
Na następnych zajęciach będziemy bawić się wargami"Literaturoznawstwo:
"Język nie jest nasz, każdy z nas używa tego, co już ktoś inny miał w ustach" "Sztuka jest irracjonalna i trzeba ją ująć racjonalnie, co nikomu się jeszcze nie udało" "Literatura to kamień na chodniku o który trzeba się potknąć"Literatura Staropolska:
"A teraz powiem państwu dlaczego nie jest możliwe zdanie egzaminu z literatury staropolskiej w pierwszym terminie"Pedagogika:
"Dziś tylko takie organizacyjne sprawy wypuszczę państwa wcześniej [2 min. przed planowym końcem wykładu] skoro nie mają państwo więcej pytań, mogą państwo już iść..."