niedziela, 30 listopada 2008

Czary mary, wosku lanie, co ma stać się, niech się stanie!

Nalejcie wosku na wodę
ujrzycie swoją przygodę.
Słychałam od swej macierze,
że która mówi pacierze,
w wigiliją Jędrzeja Świętego
ujrzy oblubieńca swego.


Już po Andrzejkach. W tym roku świętoiwałam po harceraku, wraz z drużyną na imprezie zorganizowanej przez 7MDH Wypustki. Zabawa była wspaniała mnóstwo śmiechu i tańca, nie zabrakło także oczywiści andrzejkowego lania wosku. W tym roku wróźba przybrała kształt kota a to podobono oznacza:

Kot - we wróżbach andrzejkowych (podobnie jak pies) przestrzega przed pospiesznym i nieprzemyślanym związkiem. W innych może symbolizować nieszczęście i być utożsamiany z postacią diabła.


Hmmm... Ma ktoś pomysł co to może oznaczać?




czwartek, 20 listopada 2008

muzykologia

FRANZ FERDINAND "WALK AWAY"

Innocence for pride, crush the end within my stride
Said I'm strong now I know that I'm a leader
I love the sound of you walking away, you walking away
Mascara bleeds a blackened tear
Oh, and I am cold, yes I'm cold, but not as cold as you are
I love the sound of you walking away, you walking away
I love the sound of you walking away, walking away, hey, hey

Why don't you walk away? Why don't you walk away?
Why don't you walk away? No buildings will fall down
Why don't you walk away? No quake will split the ground
Why don't you walk away? The sun won't swallow the sky
Why don't you walk away? Statues will not cry
Why don't you walk away? Why don't you walk away?
Why don't you walk away? Why don't you walk away?

I cannot turn to see those eyes, as apologies may rise
I must be strong and stay an unbeliever
And love the sound of you walking away, you walking away
Mascara bleeds into my eye
Oh, and I'm not cold, I am old, at least as old as you are
I hear the sound of you walking away, you walking away
I hear the sound of you walking away, walking away, hey hey

And as you walk away, oh, as you walk away
And as you walk away, my headstone crumbles down
As you walk away, the Hollywood winds will howl
As you walk away, the Kremlin's falling
Oh, as you walk away, Radio 4 is static
As you walk away, oh, as you walk away
Oh, as you walk away, oh, as you walk away, hey

The stab of stilettos
On a silent night
Stalin smiles and Hitler laughs
Churchill claps Mao Tse-Tung on the back



Emilka mnie zaraziła. Była na koncercie a teraz chodzi i wzdycha, śpiewa i nuci: "Alex, Alex, Alex...". Co do jednego się z nią zgadzam, ten człowiek ma niesamowity głos! Posłuchajcie zresztą sami.... specjalnie dla was z boku na moim blogu zespół Franz Ferdinand!

niedziela, 16 listopada 2008

Dziki wschód i inne takie



Każdy od czasu do czasu chciałby być kimś innym, wyglądać inaczej, pobyć "w skórze" kogoś innego. Czasem nadarza się okazja by to zrobić i przy okazji świetnie się bawić! 13.11.2008 klub Face 2 Face na Kazimierzu- tam właśnie odbył się tegoroczny bal etnologa, w tyn roku motywem przewodnim był "Dziki Wschód" jak widać obowiązywał strój tematyczny : Emily i Pacia inspirowały się Indiami i Hindi a za to ja Chinami (i szlafrokiem mojego taty). Pomysłodawcą mojego stroju był mój własny ojciec a za makijaż odpowiedzialna jest Ula (w stroju afgańskiego terrorysty). Towarzyszyli nam również Dominik (w indyjskim stroju) i Daniel w Keikogi. Zabawa była cuudowna, szalona i pelna niespodzianek a także.. bardzo męcząca. Następny bal za rok!





ps. for Emily: Wilson wrocił! I nigdzie się nie wybiera, za to wciąż kombinuje jak namieszać w życiu House'a (w dobrym kierunku). Poza tym robi się Huddystycznie-fantastycznie!!

środa, 29 października 2008

Załóż mundur i przypnij lilijkę...

Biwak drużyny już za nami, trzy dni prawdziwie harcerskiego życia. To cudowne uczucie, że opisując kolejny biwak słowa: wspaniale,świetnie, cudowna atmosfera, świetna zabawa same cisną Ci się pod palce. A wszystko dzięki wam moje drogie łyse blondynki i jedna rudo. Z piątki tym razem w biwaku wzięli udział :Martyna, Domcia, Kasia i nasz rodzynek Mikołaj oraz oczywiście nasz PrzySzymek i PrzyBasia, którzy dzielnie radzili sobie z prowadzonymi zajęciami. Oprócz piątki w biwaku wzięła także udział 36 MDH "Agat", która gościła nas u siebie w Polance.
Harcerze, jak to zwykle na biwakach bywa, głośno śpiewali, wytrwale się bawili, w nocy nie spali i namiętnie obrzucali się kisielem (który był tematem przewodnim tego biwaku). W sobotę wieczorem wzięliśmy udział w grze zorganizowanej przez dha Daniela. Nasz PrzySzymek miał szansę zaistnieć jako piękna księżniczka zaklęta przez złą czarownicę, Ciacho jako czarodziej uwięziony pod konturem świata, ja za to wcieliłam się w rolę w złego goblina z Świętej Księgi Wyjścia po 11, pilnującego przenajsłodszej wróżki Totalnego Pokręcenia. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i nasi dzielni harcerze zdołali uwolnić Czarodzieja i odmienić zaklętą księżniczkę.
Oprócz gry harcerze mogli się wykazać kreatywnością podczas zajęć PrzyBasi z umundurowania. Jeżeli jeszcze kiedyś umundurowanie będzie się zmieniać jestem pewna, że projekty mundurów naszych harcerzy będą hitem na światowych wybiegach! Uczestnicy biwaku musieli także zmierzyć się z problemem różnorakiego zastosowanie kisielu a także przyswoić sobie podstawowe wiadomości z samarytanki, na szczęście z pomocą pospieszył Ciacho, który nie tylko podzielił się swoimi wiadomościami ale także użyczył sam siebie jako przedmiot badań. PrzySzymek zapoznał harcerzy z zawiłościami znaków patrolowych a po prowadzonych przez niego zajęciach z musztry nawet druhowie, którzy pierwszy raz mięli z nią do czynienia, pokazali, że nawet skomplikowane komendy nie dla nich wyzwaniem.
W niedzielę po szybkim sprzątaniu, zawiązaniu kręgu i iskierce przyjaźni rozstaliśmy się z uśmiechem na ustach i nadzieją w sercu, że przed nami jeszcze nie jeden tak wspaniały biwak.




Z zupełnie innej beczki:
Wilson WRÓCIŁ!!

środa, 22 października 2008

Anioły są takie ciche, zwłaszcza te w Bieszczadach....



Są miejsca, które kocha się od pierwszego wejrzenia, od pierwszego kroku na ścieżce, pierwszego oddechu tamtejszym powietrzem. Nigdy nie rozumiałam dlaczego większość piosenek mówiących o górach jest o Bieszczadach, przecież są jeszcze Gorce, Beskidy i Pieniny wszystkie piękne majestatyczne i poetyczne. Dopiero w te wakacje przekonałam się o magii Bieszczad. Porośnięte bukowiną stoki, wciąż dzikie i dziewicze, magiczne miejsca pełne są muzyki i poezji. Choć byłam w Bieszczadach tylko parę dni i nie przeszłam ich wzdłuż i wszerz, zakochałam się w nich miłością pierwszą, mocną i niewinną. Bieszczady to miejsce, które się wspomina, do którego chce się wracać. W tym roku zaniedbałam góry, rzadko je odwiedzałam, na szczęście pomimo to udało mi się odkryć moje Bieszczady (moje, bo dla każdego są czym innym).
Na pierwszym zdjęciu widok z Połoniny Caryńskiej. Stojąc na jej szczycie ma się poczucie nieskończonej przestrzeni i wolności, chce się iść na przód , nieważne w którym kierunku, ścieżką jakby na dachu świata. Drugie przedstawia Łopienkę, miejsce w którym od razu się zakochałam. Mała, opuszczona wioska Łemkowska, z której ostały się tylko cerkiew i zdziczałe sady. Trudno opisać to miejsce, jego ciche piękno. Zespół Cisza jak ta śpiewa piosenkę Chrystus Bieszczadzki mówi ona właśnie o Łopience, lecz żeby dokładnie zrozumieć sens tej piosenki trzeba to miejsce odwiedzić....



Przyczyną mojego nagłego sentymentalnego powrotu w Bieszczady był oczywiście koncert W górach jest wszystko co kocham... na którym byłam razem z Pacią, Dominikiem i Danielem. Koncert był wspaniały chociaż jak dla mnie za krótki (jestem raczej przyzwyczajona do yapowo-gorcstokowych koncertów całonocnych). Grali i śpiewali: Cisza jak ta, Browar Żywiec, Robert Marcinkowski, Tomaz Jamróżewski i Dom o zielonych progch. Bawiłam się świetnie choć Pan-W-Czerwonym ubrał się na niebiesko i nie wyglądał już tak fajnie, za to Skrzypek i jego skrzypce jak zwykle fenomenalini (zwłaszca te joego skórzane spodnie!).

piątek, 10 października 2008

Wiadomości z Gołębnika...

I zaczął się drugi rok moich studiów polonistycznych, byłoby chyba zbyt dobrze i za mało Ofwczo, gdyby rok akademicki 2008/2009 rozpoczął się bezproblemowo i łagodnie. Wszystko za sprawą mojego indeksu a także... Gramatyki Opisowej (sic!). Gramatyki Opisowej, z którą nie miałam mieć po skończonym egzaminie (zdanym egzaminie! chyba nie sądziliście inaczej) żadnego kontaktu. A jednak przez moje ogromne roztrzepanie i ogólną niechęć do myślenia o tym, co należy w pewnym sensie mnusiałam kontynuować swe zmagania z GO a konkretnie z nieuchwytnym prof. Dunejem (którego pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia). Na szcząście wszystko potoczyło się w miarę gładko i bezboleśnie. w tym miejscu chcę zaprzeczyć wszystkim plotką na temat rzekomej nieuprzejmości pań pracującyh w sekretariacie. Dziś po odczekaniu godziny w kolejce i uprzejmości pani Magdy (która na mnie nie krzyczala chociaż mogła) załatwiłam wszelkie sprawy formalne i uzyskałam w indeksie niezaprzeczalny dowód na to, że jestem studentem drugiego roku Wydzialu Polonistyki Uj na kierunku Polonistyka spec. Nauczycielska.




p.s. Wiecie dlaczego kolo sekretariatu na Gołębiej są automaty z kawą i jedzeniem? Żeby studenci nie umarli z głodu, gdy czekają w kolejce :D

piątek, 12 września 2008

Rozmyślania powtorkowe.

Przeżyłam wtorek! A nawet środę i czwartek też.


Przeżyłam wtorek, choć łatwo nie było i w pewnym momencie miałam ochotę na znak protestu wskoczyć pod przejeżdżający autobus. Zaaplikowałam sobie ogromną dawkę adrenaliny i innych hormonów stresu jeszcze przed egzaminem, więc podczas samego egzaminu nie było tak źle. Oficjalnie dołączam się do ogólnych narzekań na MPK w Krakowie (chociaż samo MPK nie wiele tu zawiniło) i mam radę dla wszystkich: będąc w stanie stresu nigdy nie jeździjcie sami po Krakowie komunikacją miejską a zwłaszcza jak gdzieś się spieszycie i musicie być na czas i nie chodzi tu o korki czy punktualność autobusów, po prostu warto mieć ze sobą kogoś, kto sprawdzi czy jesteście w dobrym autobusie. Pozostaje mi teraz czekanie na wyniki. kolejny raz muszę dożyć do wtorku. 16.09 dziwnym zbiegiem okoliczności wtedy dowiem się czy moje umiejętności gramatyczne okazały się wystarczające, to rano, a wieczorem coś na co czekałam baaardzo długo.

poniedziałek, 8 września 2008

Rozmyślania przed wtorkowe

Nie lubiłam "W pustyni i w puszczy", dziś nie lubię jeszcze bardziej.

Chcę, żeby była już środa! Tylko tyle, z resztą sobie poradzę...Tak myślę, przecież dawniej jakoś szło.

Już niedługo przyjedzie jesień (nareszcie!) dla mnie pora roku pełna nadziei, znów zobaczę się z Magdą i z Becią, i ze wszystkimi innymi, znów zamieszkam na Syrokomli i będzie dobrze, lepiej niż poprzednio- początek zawsze niesie ze sobą taką szansę.

Trzeba tylko przeżyć wtorek...jakoś i nie dać się zwariować. Potem już będzie środa, w środę zawsze jest jakoś lepiej.



16.09 moi drodzy zapamiętajcie tą datę... 16.09 wczoraj ta data zmieniła dreszcz niepokoju na dreszcz przyjemnego oczekiwania..16.09

piątek, 18 lipca 2008

Wakacyjnie

Troszkę się opuściłam w tym pisaniu. Postaram się to jakoś nadrobić ale musicie mi wybaczyć chaotyczność wypowiedzi i brak spójności tej notatki.

Jak widać po tytule zaczęły się już wakacje, tak naprawdę trwają już od miesiąca, w tym roku krótsze niż miałam nadzieję, ale na razie ot tym nie myślę. Zacznę się martwić gdzieś w połowie sierpnia. Teraz w najbliższej perspektywie mam obóz i to głównie zajmuje moje myśli (w tym roku obrzędowość to Bollywood!). Jak na razie letni czas płynie sobie spokojnie i bez zakłóceń. sprawdzam się jako niania i pilnuję małej Jagódki. Acha, no i moja mama tańcuje w Chinach :) zostawiła mnie i tatę samych w domu (z Borysem oczywiście) i poleciała za Wielki Mur promować polską kulturę.
to oczywiście Jagódka w przebraniu wróżki

wtorek, 17 czerwca 2008

"De se ipso postteritatem"


Wróciłam z tarczą!
Po ciężkich bojach z literaturą staropolską zwyciężyłam z wynikiem 4,oo (słownie: dobry).
Z tej okazji pragnę podziękować:
  1. Klemensowi Janicjuszowi za piekną elegię, o której było dużo łatwych wiadomości.
  2. Erazmowi Ciołkowi, że w swoją podróż do Rzymu zabrał ze sobą Hussowskiego do Rzymu, Leonowi X, że lubił polować ale nigdy nie polował na żubry.
  3. Innym poetom piszącym w XV w. po łacinie w Polsce.
  4. Jerzemu Ziomkowi i Andrzejowi Borowskiemu za podręczniki z opracowaniami literatury Renesansu oraz Czesławowi Hernasowi za takiż sam podręcznik z lit. Baroku.
  5. Prof. Wacławowi Waleckiemu za cały ten rok i za to, że docenia wolę walki u studentek.
  6. Wszystkim moim kochanym przyjaciołom za to, że są kochani i mnie wspierali :*
  7. Radiu Roxy fm, za grani mi podczas nauki
  8. Siostrom Kapucynką za modlitwę.

A teraz krótka przerwa i gramatyka opisowa...

piątek, 13 czerwca 2008

Wspomnień czar...

Bardzo lubię to zdjęcie. Jestem na nim w lesie, z szyszką w ręce, która tak pięknie pachniała! Poza tym jest to zdjęcie z moejgo pierwszego obozu wędrownego, bardzo bym chcial znów poczuć się jak wtedy...
Posted by Picasa

czwartek, 5 czerwca 2008

Słowian muza i inne dziwności


Czerwiec. Wydawać by się mogla miesiąc bardzo przyjemny, ceipły, wiosenny, letni nawet. Szkola się kończy, zaczynają się wakacje i wszystko zmierza ku lepszemu. Każdy student wam powie, że to bzdura. Czerwiec nie kojarzy się niczym innym jak z KRWAWą SESJą. Ja swoja zaczynam już (o zgrozo!) jutro. Egzamin z pedagogiki, więc stres jeszcze na przyzwoitym poziomie. Co jakiś czas jednak dopadają mnie nagłe ataki gwałtownej paniki związanych z listą lektur do egzaminu z literatury staropolskiej. Wiem, że nie zdążę przeczytać wszystkiego... Jednocześnie wiem, że duża część mojego powodzenia zależy od prof. Wacława Waleckiego i od mojego szczęścia w dostawaniu pytań. Cóż... co ma być co będzie, mam nadzieję, że jednak będzie dobrze. Módlcie się za mnie gorąco gdzieś w okolicach 17 czerwca.... Dostałam także testy z gramatyki opisowej z poprzednich lat, jedna strona A4, 3 godziny decydują o twoim polonistycznym być czy (w większości przypadków) nie być... Dość już tego odpoczywania wracam do czytania.

czwartek, 29 maja 2008

Na dobry początek dnia







Obiecane Magdzie zamieszczam zdjęcia mojego przecudownego urodzinowego kubka, który dostalam od wspaniałych kobiet Magdy i Beci:












Czyż on nie jest cudowny na tym zdjęciu?





a to ja w wersji Emo:

środa, 28 maja 2008

Między korkiem a korkociagiem


Kto sądzi, że studia są uzupełniniem wiedzy, zdobywaniem nowych wiadomości i ciągłym uczeniem się jest w błędzie. Studia to nieustanny proces dekonstrukcji. Wychodząc z liceum ze świadectwem maturalnym w kieszeni, mamy poczycie, że coś umiemy, posiadamy jakąś wiedzę, zakończyliśmy pewny etap w naszej edukacji i świat nie jest już dla nas jedną wielką tajemnicą. Studia uswiadamiają człowiekowi, że wszystko co wie jest nieprawdą lub zaledwie cząstką prawdy.

Podstawowe wiadomości, które przyjmowalismy za pewnik okazuja się półprawdami wymyślonymi na potrzeby szkolnictrwa, wszystko zostaje podważone. Myslisz, że masz o czymś jakieś blade pojecie o gramatyce? Gramatyka opisowa uświadomi ci jak bardzo, to co do tej pory brałeś za opis gramatyki polskiej to jedynie cień stanu faktycznego. Myślisz, że dziewięcioletnia edukacja szkolna dała ci poznać literaturę polską na przestrzeni epok? Studia polonistyczne uświadomią ci, że nawet nie dotknąłeś istoty literatury, duszy poszczególnych epok. Studia uświadamiaja naszą niewiedzę i pokazują jak bardzo wciąż aktualne jest słynne "Wiem, że nic nie wiem".

Studia to proces. Proces dekonstrukcji wiedzy i światopoglądu. Paradoksalnie im więcej studiujemy i więcej wiedzy zdobywamy, tym bardziej uświadamiamy sobie jak mała jest jeszcze nasza wiedza i jak wiele jeszcze musimy zgłębić by móc powiedzieć: mam pewność, że to co wiem jest pewne i niepodwarzale; byc może nigdy to nie nastąpi. Studia to proces ironizacji, podobny do tego jaki opisał Paul de Man we fragmencie swojej pracy "Retoryka czasowości". studia, podobnie, jak ironia, przynoszą nam wiedzę o świecie ale wiedzę o tym czego nie wiemy, kim nie jesteśmy. Proces ten trwa w nieskończoności i tylko od nas zależy czy będzie dla nas powodem do odkrywania prawdy, szukaniem wiedzy ostatecznej czy też powodem do zaniechania wszelkich działań skoro i tak wszystko jest nieprawdą...

piątek, 23 maja 2008

Raczej mżawka.





Od paru dni na zewnątrz króluje mżawka, taki niezdecydowany deszcz. Lubię mżawkę. To bardzo przyjemne uczucie jak małe lekkie kropelki wody delikatnie muskają twoją twarz. Mżawka zawsze mnie odświeża, dodaje siły, nawet jeżeli niweczy swą wilgocią moją fryzurę.

Od paru dni na zewnątrz króluje mżawka a wczoraj zagościła także i u mnie w pokoju. Zwykle nie płaczę na filmach. Mało który film daje mi taką dawkę emocji by wycisnąć ze mnie łzy. Płakałam na "Gladiatorze" na moim ukochanym "Moulin Rouge!" i czytając "Jesienną miłość" Sparksa.... A wczoraj nie mogłam utrzymać łez oglądając kolejny odcinek House'a. 4x16 jak dla mnie najbardziej wzruszający i jeden z najpiękniejszych ze wszystkich serii... Nie będę opowiadać o czym jest musicie zobaczyć sami...

Wróciłam na treningi! Od dwóch tygodni znów można mnie zobaczyć rozciągniętą na tatami w naszym dojo. Nie przypuszczałam jak mi tego brakowało, odgłosów szatni, zapachu dojo, dotyku maty pod stopami i ciężaru bokken w dłoni...a przede wszystkim brakowało mi atmosfery treningów i tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy ją tworzą :* (na stronie sekcji są zdjęcia z egzaminu).

p.s. niedługo sesja... najwyższy czas zacząć coś robić :P
p.s.2 Emily będzie teraz przemawiać obrazowo i założyła w tym celu fotobloga!

środa, 21 maja 2008

poemat dramatyczny

a dziś zakwitną jaśminy....

piątek, 16 maja 2008

poetycko

Leśmian. Ostatnio go ubóstwiam.

Panna Anna

Kiedy wieczór gaśnie
I ustaje dzienny znój -
Panna Anna właśnie
Najwabniejszy wdziewa strój.

Palce nurza smukłe
W czarnoksiężkiej skrzyni mrok,
I wyciąga kukłe,
Co ma w nic utkwiony wzrok.

To - jej kochan z drewna,
Zły bezmyślny, martwy głuch!
Moc zaklęcia śpiewna
Wprawia go w istnienia ruch.

On nic nie rozumie,
Lecz za niego działa - czar...
Panna Anna umie
Kusić wieczność, trwonić żar...

W dzień od niego stroni,
Nocą - wielbi sztywny kark,
Nieugiętość dłoni,
Natarczywość martwych warg.

"Bóg zapomniał w niebie,
Że samotna ginę w śnie!
Kogóż mam prócz ciebie?
Pieść, bo musisz pieścić mnie!" -

Pieści ją bezdusznie,
Pieści właśnie tak a tak -
A ona posłusznie
Całym snem omdlewa wznak.

Śmieszny i niezgrabny,
Swą drewnianą tężąc dłoń,
Szarpie włos jedwabny,
Miażdży piersi, krwawi skroń.

Blada, poraniona
Panna Anna bólom wbrew
Od rozkoszy kona,
Błogosławiąc mgłę i krew!

Poprzez nocną ciszę
Idzie cudny, złoty strach...
A śmierć się kołysze
Cała w rosach, cała w snach.

Potem nic nie słychać,
Jakby ktoś na dany znak
Nie chciał już oddychać -
Byle istnieć tak a tak...

A gdy świt się czyni -
Panna Anna dwojgiem rąk
Znów zataja w skrzyni
Drewnianego sprawcę mąk.

Sztuczne wpina róże
W czarny, ciężki, wonny szal -
I po klawiaturze
Bładząc dłonią - patrzy w dal...

Dźwięki płyną zdradnie,
Płyną właśnie tak a tak...
Chyba nikt nie zgadnie -
Z kim spędziła noc i jak?





*** (Ty przychodzisz jak noc majowa...)
Leśmian Bolesław


Ty przychodzisz jak noc majowa...
Biała noc, noc uśpiona w jaśminie...
I jaśminem pachną twe słowa...
I księżycem sen srebrny płynie...
Kocham cię...

*
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tyle co prawie nic...
Najwyżej wiosenną zieleń...
I pogodne dni...
Najwyżej uśmiech na twarzy...
I dłoń w potrzebie...
Nie obiecuję ci wiele...
Bo tylko po prostu siebie...

*
Kocham cię jak powietrze.
Jak dziurę w starym swetrze.
Jak drzewo na polanie...
Po prostu kocham cię... kochanie.

*
Czy pozwolisz, ze ci powiem...
W wielkim skrócie i milczeniu...
Że ci oddam i otworzę...
W ciszy serc, w potoków lśnieniu...
Słowa dwa przez sen porwane...
Przez noc ukryte... przez czas schwytane...
Słowa dwa, co brzmią jak śpiew,
dwa proste słowa....kocham cię.

Z dłońmi tak splecionymi... - Bolesław Leśmian

Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem.






wtorek, 13 maja 2008

Rozmyślania raczej wtorkowe.

Wtorek to dziwny dzień, taki bez charakteru. Po prostu się go przeżywa i przechodzi do środy a środa jak wiadomo to dzień przełomu, środek tygodnia, coraz bliżej do weekendu. Wtorek się pomija, jest przemilczany nie jest tak beztroski jak piątek czy zdyscyplinowany jak poniedziałek.
W taki właśnie wtorek siedzę sobie w mieszkaniu na Syrokomli i jest mi tu cicho jak nigdy. Dobrze to robi, taki cichy wieczór bez zbednych słów i wymuszonych uprzejmości. Jest tak domowo, spokojnie, wręcz melancholijnie. Wszystko płynie powoli, sennie i leniwie a jednak nie mam poczucia straconego czesu. Jest juz późny wieczór przez otwarte okna wpada świeże majowe powietrze przepełnione wiosennymi zapachami. Jutro jest środa, czeka mnie ciężki dzień na uczelni ale jeszcze nie muszę o tym myslec, jeszcze nie teraz. Teraz jest wtorek, najbardziej powszedni ze wszystkich dni, leniwy wieczór zasłuchany w kojące dźwięki muzyki, teraz wreszcie świat się zatrzymał.
Siedząc teraz przed ekranem odczuwam dziwna mieszankę uczuć. Z jednej strony jestem spokojna, zrelaksowana ale też odczuwam dziwny niepokój, że zaraz ktoś zabierze mi te chwile intymnej ciszy, zniszczy ją wkraczając w sam jej środek z głośnym piskiem. Czuję też ,że płynę unoszę się na powierzchni a jednocześnie wiem, że koło mnie płyną też ludzie, ktorych smutek ciągnie na dno. Chcialabym im móc pomóc jednakże, kto sam nie umie dobrze pływać nigdy nie będzie instruktorem pływania.
Taki jest mój wtorek, dziwny i nieopisany.

poniedziałek, 12 maja 2008

Panna Majowa- dwudziestoletnia

Panna Majowa, brązowooka z włosem rozwianym, z licem rumianym poprzez łąkę szła....
I znów króluje nam Maj. Wszystko uległo majowemu szaleństwu i drzewa, i kwiaty, i wiatr i zapachy, wszystko w koło się kręci wariuje i oddycha...Oddycha tak naprawdę, pełną piersią, bez zbędnego przydechu ograniczającego przepływ powietrza. Skoro zapanował maj, to znaczy, że przybyła mi kolejna wiosna, skończyła się era nastolatki trzeba stanąć twarzą w twarz z poważną liczbą DWADZIEŚCIA (jeżeli myślicie, że zamierzam spoważnieć, częściej stąpać twardo po ziemi i przejmować się tym co tu i teraz, to się przeliczyliście, spróbujcie za jakieś dziesięć lat, może wtedy traficie).

Panna Majowa, juwanaliowa, skacząc radośnie, śmiejąc się głośnie z koncertu wracała...
Juwenalia, odwieczne święto społeczności żakowskiej. Ja jako studentka najlepszej uczelni w kraju (pokonaliśmy UW!) oczywiście również w nich uczestniczyłam, nie chciałam być przecież hehehehe (bo kto zakuwa w juwenalia tan...hehehehe). Wtorek to nocne bujanie w rytmie regge (dziękuję Dominikowi za wyrozumiałość dla mojej ignorancji pod tym względem) czyli Est West Rockers i Vavamuffin (do dziś mam ochotę na malinową mambę!). Było świetnie! Buziaki dla reggującej ze mną ekipy.
W piątek natomiast juwenalia na góralską nutę. Przede wszystkim Krywań- są tak samo świetni jak za czasów gdy ich "Szalała szalała" była moim ulubionym przebojem ( tatuś zrobił małej Ani taką edukację muzyczną). No i Zakopower.....Ja jestem pod wrażeniem, nie wiedziałam, że w takich pozycjach da się grać na skrzypcach i to z taką energią!
No cóż... Ominął mnie korowód ale odbiję sobie to za rok ;)

Wasza Panna Majowa wybiera się na trening teraz.

p.s. poniedziałek (dziś!) godz. 21, TV Fox kolejne spotkanie z... dobrze wiecie z kim!

czwartek, 17 kwietnia 2008

Cała jestem w... jaskółkach.

Jaskółka- trudne słowo. Koszmar uczniów podstawówki uczących się ortografii ale także słówko bardzo przydatne np. do gier dydatktycznych lub krzyżówek ortograficznych. Śliczny ptaszek, zawsze mi się podobał, są takie majestatyczne a przy tym wygladają na niebie jak ptaszki w kształcie ''m'' rysowane w przedszkolu.


Spontanicznych wiosennych akcji ciąg dalszy.

Najpierw wtorek: ja, Magda i Kraków noca. Szalone połączenie. Najpierw krótka wizyta w Prowincji (znów nie było czekolady! czy oni specjalnie czekają aż my postanowimy tam zajrzeć i wtedy dopiero uzupełniaja dozownik?), potem szybki spacer na Jana i lody. Lody nie do końca wyszły, a to dlatego, że postanowiłyśmy iść do kina, od tak spontanicznie. Polecam wszystkim zestaw: Kino "sztuka", komedia romantyczna, kubeł popcornu i szalona koleżanka u boku. Film "Nie kłam kochanie" bardzo fajny, zwłaszcza krakowskie widoki i gra głównych aktorów ( a wiecie, że dwie główne bohaterki to właśnie Ania i Magda?). Po filmie oczywiście spacer noca i pół kubła popcornu rozsypane po Rynku Głównym (pozdrawiam pana z gitarą, na którego koncert się nie spodziewanie natknęłyśmy).

Środa to szaleństwo z rodzinką z Syrokommlii. Przwadziwy rodzinny piknic. Mieliśmy lody i kocyk, i aparat, i nawet deszcz. Mamy piekne zdjęcia a jak chcecie więcej szczegółów to zapraszam do Emily i Paci, one to juz opisały :D



Popołudniu w środę zakupy z mamą. Chcecie kupić w Krakowie dżinsy, takie zwykłe, nie-biodrówki, nie-rurki, bez naszywek i w cenie poniżej 200 zl? Nie znajdziecie takich!

czwartek, 10 kwietnia 2008

Spontanicznie.

Spontanicznie przyszła Wiosna.
Spontanicznie wszystko kwitnie.
Trawa się zieleni, tez spontanicznie.
I jakoś żyć się chce bardziej, więcej, lepiej, mocniej. Spontanicznie.
Nawet zaplanowane działania wydają się spontaniczne.
Spontanicznie idę na zajęcia, do czytelni, pisze pracę. Pełny spontan.
Wdech i wydech, oddychamy a spontanicznie przychodzi do nas wiosenne powietrze.
Zapachy. Zielone i świeże. Wszystko jest takie zielone i świeże. Spontaniczne.


Spontanicznie również ludzie ostatnio martwia się o moje spontaniczne serduszko. Moze tez powinnam sobie zrobić casting na "obiekt wszelkich westchnień", niektórym to pomogło.

Spontanicznie równiez zakończę: Kocham was ludzie!! ;)


Edycja po spontanicznym zwiedzaniu Krakowa:
Dwie urocze turystki z Warszawy, Roksana i Sonia, wybrały się dziś zwiedzać Kraków. Wszystkie standardowe punkty wycieczki po Krakowie. Mnóstwo zdjęć zostało zrobiona a nawet wywiad i mini koncert Majki Jezowskiej ;) jak dostanę to umieszczę tu zdjęcia i wtedy się przekonacie o czym mówię :D

czwartek, 3 kwietnia 2008

DaDa

posta nieokiełznany, nieprzemyślany jak poemat dadaistyczny wręcz. Jak ktoś się nie orientuje co to dadaizm, to niech się nie przejmuje:P

Stan zmian z dnia kwietnia pierwszego dwa tysiące ósmego roku. Zmian aktualnie brak. Jakichkolwiek. Dobrych czy złych. Nie wiem czy mnie czy ma się śmiać czy płakać. Totalna stagnacja.

Ma ktoś znajomego z motorem? Takiem bardzo szybkim. Jak ktoś ma to niech da znać. Mam ochotę na przejażdżkę motorem z nadmierną prędkością w bliżej nieokreślonym kierunku.

Herbata z cytryną nie smakuje jak dawniej.

Podjęłam decyzję. Dziś się nie czeszę :P no może co najwyżej przejadę szczotką po włosach parę razy ale żadnego prostowania ;)

Utknęłam w świecie bollywood. Proszę na razie nie wysyłać GOPR-u na poszukiwania, jak będę chciała sama wyjdę :D Powinnam zacząć kontaktować ze światem w czwartek koło 21 ale tylko na chwilę :P:P sami wiecie dlaczego...

Don. Ostatnio mój idol. Jak zostanę szefem mafii to będę taka jak on, będę miała takie same okulary i w ogóle będzie fajnie. A złapanie Ofwcy nie będzie trudne. Będzie niemożliwe. Ewentualnie znajdę sobie takiego faceta i zadowolę się rolą kobiety gangstera. Ale tylko w ostateczności.

Rozwiewam wątpliwość. House nadal pozostaje największym przewodnikiem duchowym. Don sarkazmu musiał uczyć u Gregorego House'a MD. House'a się nie opuszcza...

na poprawę humoru prezentuję obrazki:
Vajojowa wizja wisząca nad moim łóżkiem



Fretkowy rysunek prosto w forum.


No i oczywiście mój nowy mafijny idol ;)

czwartek, 20 marca 2008

Smaki dzieciństwa.

Każdy ma takie smaki i zapachy, które zawsze będą kojarzyć się z dzieciństwem. Może to być smak ciasta drożdżowego babci, świątecznego sernika, zapach perfum mamy czy zapach rześkiego poranka na wycieczce. Są tam zamknięte wspomnienia naszych lat dziecinnych, przeżycia i odczucia, które do nas za ich sprawą wracją.
Jednym ze smaków mojego dzieciństwa jest smak pizzy z Lisiej Łapki. To maleńka pizzeria, która jest w tym samym miejscu odkąd sięgam pamięcią. Podają tam pyszną pizze z pieczarkami, której smak trudno pomylić z czymś innym. Mama zabierała mnie tam jak byłam mała. Kupowałyśmy sobie wtedy pizze na pół i sok jabłkowy. Wczoraj poszłam tam sobie na obiad. Nic się nie zmieniło. Ten sam wystrój, krzesła, stoliki i śmieszna myszka Micky na ścianie, nawet pani za ladą jest ta sama. Smak pizzy też się nie zmienił. Na szczęście. Ta mała knajpka opiera się zmianą od tylu lat, nie działa zgodnie z wymogami rynku a jednak trwa. I bardzo dobrze, przez to jest wyjątkowa. I jest to chyba jedyna pizzeria na świecie, która w soboty i święta jest otwarta do 14.


jak się wam nudzi możecie poczytać i komentować od razu tam :)

niedziela, 16 marca 2008

Jestem chora.

Jestem chora. Moje płuca są wypełnione dziwnym śluzem, z nosa spływa mi katar a jak nie spływa to zatyka boleśnie zatoki. Jestem chora, ale się nie poddaje smutkowi, harcerz jest zawsze pogodny i umie znaleźć coś dobrego w każdej sytuacji.
Dobre strony bycia chorym:
1. masz więcej czasu dla siebie (aż za dużo)
2. możesz cały dzień oglądać House'a (tylko, że po pięciu minutach ból głowy ci to uniemożliwia)
3. każdą czynność możesz zakończyć 20 min. odpoczynkiem (niekiedy jest to wręcz konieczność bo jest się tak słabym, że nie można normalnie funkcjonować)
4. mamusia gotuje ci same przysmaki w trosce o twój apetyt (chociaż i tak nie masz na nic ochoty poza kolejnym ibupromem)
Może na tym skończymy listę tych przyjemności, bo jeszcze niektórzy skłonni są zachorować specjalnie aby tylko tego zaznać. Mała rada, jeżeli jesteście chorzy i macie gorączkę nie oglądajcie wtedy House'a!!!!!! Tam jestr tyle rodzajów zapalenia płuc, infekcji bakteryjnych i wirusowych, że można w paranoję popaść. Człowiek zaczyna się zastanawiać: czy to papuzica? a może legionella? toksoplazmoza? wirusy? bakterie? grzyby? i pytanie, które nakręca nie jeden odcinek: czy potrzebna jest już biopsja płuc??!! Jeżeli więc jesteście chory i macie skłonności do lekkiej paranoi, nie oglądajcie House'a gdy jesteście chorzy.

p.s. Dziękuję Paciu za telefon (o 5.30), jak wiadomo "najlepiej jest zbudzić się w marcu nad ranem" ale jeszcze lepiej zostać obudzonym :D Chciałabym być z wami wtedy na koncercie ale cóż pozostaje mi śpiewanie samej. Chcecie się przyłączyć? Idę dołem a ty górą....

niedziela, 9 marca 2008

Spraway różne

!. Pogoda
Całkowicie zwariowała. Każdego dnia jest inna jakby chciała pokazać, że przysłowie "w marcu jak w garncu" jest prawdą. Na szczęście ostatnio utrzymuje się na poziomie umiarkowanym. Słoneczko sobie świeci wietrzyk sobie powiewa a czasem pojawi się mgła. Aż chce się wyjść! Ja postanowiłam z tego skorzystać i mam pewien plan o którym może wkrótce się dowiecie.

@. Zmiany
jak widzicie zmieniłam tapetę na komputerze. Można powiedzieć, że wróciłam do korzeni, bo tapeta z Moulin Rouge już kiedyś u mnie królowała. Strasznie mi się podoba to zdjęcie, ma świetny klimat (jak cały film z resztą) w ogóle "Moulin Rouge" należy do filmów ubóstwianych. Nie myślcie jednak, że zmiana tapety oznacza odejście House'a. O nie! On nadal króluje tylko, że naszła mnie ochota na zmianę otoczenia ;) Poza tym nie mogłam się skupić siedząc przy komputerze i patrząc na te niebieskie oczęta :D

#. Szaleństwo Bollywood cd.
z okazji Dnia Kobiet do Gazety Wyborczej dołączony był film : "Salaam namaste- Trudna droga do miłości" kolejny przebój Bollywood. Polski tytuł (nie jest dokładnym tłumaczeniem) może trochę zmylić i wskazywać na jakiś melodramat a jest to naprawdę świetna komedia! Uśmiałam się do łez a parę razy spadłam z krzesła. Różni się on od innych filmów tego typu, nie ma w nim tak wielu nawiązań do kultury Indii, jest bardziej międzynarodowy ale posiada wszystkie te cech, które lubię w filmach marki Bollywood. Jest wesoły, postacie są przyjazne, pełno w nim muzyki i tańca a przede wszystkim przesłanie filmu jest pozytywne aż do bólu (brzucha ze śmiechu oczywiście).



środa, 5 marca 2008

Lody w środku zimy....

Lody w środku zimy smsakują niesamowicie. Smakują z jednej strony latem, z drugiej czymś ulotnym, smakiem robienia czegoś wbrew konwenansą (przynajmniej polskiem). Mówiąc znajomym, że idziesz na lody trzęsąc się przy tym z zimna i kuląc się od wiatru robisz wrażenie czlowieka niezbyt zrównoważonego. Jednak warto. Lody w zimie mają smak odzyskanej wolności.



''Kal Ho Naa Ho- Gdyby jutra nie było". Kolejna z wielkich produkcji Bollywood. Miejscami tak kiczowata, że aż śmieszna. Mimo przesłodzonej czasami konwencji film jest piekny i wzruszający. Nie cwszyscy lubią konwencję bollywoodu ale mi ona przypadła do gustu, muzyka jest poruszajaca a sama opowiedziana historia jest piękna i wciągająca. Polecam wszystkim, którzy nie boja się pośmiać na filmie a potem troszeczke popłakać.


poniedziałek, 3 marca 2008

Potteromania

Byłam Potteromaniakiem. Od czasu czwartej podstawówki, kiedy dopadłam pierwszą część przygód o młodym czarodzieju porwał mnie świat stworzony przez panią Rowling. Pojawianie się kolejnych części było dla mnie wielkim przeżyciem. Mogłam nie spać całą noc zagłębiając się w kolejne tomy, potrafiłam przez parę dni nic nie robić tylko czytać kolejne części. Każdą część przeczytałam co najmniej dwa razy, część trzecią coś koło pięciu razy. Niestety gdzieś tak od piątej części przygody Harrego Pottera przestały dostarczać mi tych emocji co kiedyś. Dwóch ostatnich tomów ("Harry Potter i Książę Półkrwi" oraz "Harry Potter i insygnia śmierci") nie ma nawet na mojej półce.
Ostatnio wpadł mi w ręce ostatni tom sagi o młodym czarodzieju i muszę powiedzieć jedno: zawiodłam się na tej książce. Choć jest ona bardzo obszerna, ponad 770 stron, to tak naprawdę nic w niej nie ma. Harry zrobił się strasznie denerwujący, Ron nijaki a Hermiona straciła swój dawny polot. Wszystko tu jest namieszane fabuła niby pędzi jak szalona a ja mam wrażenie, że nic się nie dzieje. Niektóre motywy są niezrozumiałe i niejasne wręcz niepotrzebne. Wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych i tak naprawdę pod koniec nie wiadomo nic nowego. Ostatni rozdział według mnie jest kompletnie nie potrzebny. Prawdopodobnie miał on za zadanie podsumować całą serię i pokazać co też stało się z Harrym jak już nie ucieka przed śmiercią, niestety ostatni rozdział przynosi tylko garść informacji i to albo tych oczywistych albo kompletnie niepotrzebnych, pomijają te, które chcielibyśmy znać (np. co robi Harry i spółka oprócz płodzenia dzieci i wysyłaniem ich do szkoły?).
Powiem tylko jedno: pani Rowling, zawiodłam się na pani.









p.s. AVE MAJONEZ!! FCWM RZąDZą!!

niedziela, 2 marca 2008

Post edukacyjny

Najpierw krótkie wyjaśnienie, postanowiłam, że obrazek powitalny będzie się zmieniał w zależności od tego jaką będę miała tapetę na pulpicie. Będziecie mieć takie małe okienko do mojego komputera. jak widać na razie z ekranu komputera patry na mnie dr. House. Zaskoczeni?

a to baner który mam na forum. Stworzony przez Dwukwiat :D



Żebyście nie pomyśleli, że nie dbam o waszą edukację dzisiejsze post ma charakter edukacyjny.
Literaturoznastwo. Interpretacja bajki "Czerwony kapturek" wg. Ericha Fromma.
"Czerwony kapturek" wg. Fromma to tak naprawdę opowieść o walce między mężczyznami a kobietami. Czerwony kapturek to dziewczynka, która przekracza próg dorosłości (a tak! jej czerwone nakrycie głowy to symbol menstruacji). Dziewczynka ma opuścić bezpieczny świat kobiet i wejść w prawdziwe życie. Ostrzeżenia matki, by nie schodziła z drogi odnoszą się do cnoty, ostrzega ją przed mężczyznami, którzy chcą ją zdobyć. Jak wiem Czerwony Kapturek schodzi z wyznaczonej ścieżki kuszony przez wilka (symbol mężczyzny), co pogrąża ją i jej rodzinę. Gajowy wcale nie oznacza tu bohaterskiego wyzwoliciela, jego jedynym zadaniem jest rozciąć wilka. Bajka kończy się zaszyciem przez babcie i wnuczkę kamieni w brzuchu Wilka, jest to przypomnienie mężczyzną, że są jałowi mogą rodzić tylko rzeczy martwe. Zakończenie to śmiech kobiet, ich zwycięstwo, męska dominacja zostaje zwalczona.

Jaki z tego wniosek? Studia na polonistyce wcale nie są nudne :D

czwartek, 28 lutego 2008

Nic sensownego na tytuł nie przychodzi mi do głowy

I tak panie i panowie minął już pierwszy tydzień drugiego semestru mojej polonistycznej edukacji :)
Na prawdę cieszę się, że wróciłam na Syrokomlę, do gołębnika a nawet na wykłady. W Krakowie zaczyna się wiosna i wszystko jest jakby przyjemniejsze. Uliczki na Brackiej ładniejsze, wykładowcy bardziej wyluzowani i mający lepszy humor. Aż chce się żyć. Epos urósł nam strasznie, Hiacynt uzyskał łączność ze światem a ja nie muszę rozstawać się z forum w tygodniu ;) Jeszcze tylko małe zawirowanie z podziałem zajęć i wszystko będzie pięknie :)
dziś jest czwartek o 21.10 TVP2 nie zapomnijcie!

czwartek, 21 lutego 2008

Mój debiut literacki

podobno potrzeba matką wynalazku, cóż trudno się z tym nie zgodzić. Ja uważam jeszcze, że nuda i nadmiar wolnego czasu rodzicami szalonych pomysłów. Pozbawiona nowych odcinków House posiadająca za to obydwa czynniki aktywujące szalone pomysły, swoją potrzebę mocnych wrażeń przelałam w klawiaturę i tak narodził się mój Fic nr 1 pod tytułem "Ostatnia szansa". Premiera pokazała się na forum House MD teraz umieszczam go tu.

p.s. Akt III dedykuję Paci

AKT I

Był szary, listopadowy dzień. House siedział zamyślony w swoim biurze zastanawiając się czy dwie kolejne tabletki vicodinu uśmierzą jego narastający ból nogi. Już sięgał do kieszeni po fiolkę, gdy do pokoju wpadł Wilson.

- Hej, jedziesz ze mną i z Amber na ceremonię i czy docierasz sam?

- Skorzystam z trzeciej opcji. W ogóle się nie pojawię.- House łyknął kolejną tabletkę.-Poza tym nie mogę mam pacjenta. Z....-House pośpiesznie zaczął przeglądać swoje notatki.- Z przewlekłą grypą- Uśmiechnął się delikatnie

- Nie pójdziesz na ślub Cuddy z powodu grypy u pacjenta!!- Wilson nie krył poirytowania.

- No wiesz! Wszystkim pacjentom należy się opieka lekarska. Poza tym oglądanie egzekucji Cuddy ups miałem na myśli ślubu Cuddy nie jest nawet w połowie tak fascynujące jak kolejny odcinek „Zemsty namiętności” po portugalsku.

Wilson zaśmiał się gorzko i z wyrzutem po patrzył na przyjaciela.

- Jesteś żałosny House. Kobieta twojego życia ma zamiar wyjść za mąż za innego a ty będziesz siedział przed telewizorem z pustym opakowaniem po vicodinie. Naprawdę łudziłeś się, że ona będzie czekać w nieskończoność aż ty dorośniesz?- House bezradnie patrzył w swoje buty- jesteś nie tylko żałosny House, ale na dodatek głupi.

- A co według ciebie powinienem zrobić?- Odpowiedział z mocą House- wpaść do kościoła krzycząc głośno „Nieee!” i upaść na kolana rozrywając sobie szaty?!

Dalszy wywód zakłócił dzwonek pagera House’a. Lekarz sięgnął do kieszeni po urządzenie i przeczytał zostawioną wiadomość.

- Nie chcę przerywać tej uroczej pogawędki, ale moja pacjentka właśnie przechodzi zawal serca. Do widzenia Wilson.

Nie oglądając się za siebie House wyszedł z biura zostawiając w nim osłupiałego przyjaciela.

AKT II

House siedział zamyślony oparty o swoją laskę w pokoju pacjentki, czekając aż ta się obudzi. Po krótkiej chwili pacjentka otworzyła powoli otworzyła oczy i spojrzała na House’a.

- Witam, jestem dr House i zajmuję się pani przypadkiem.

- Co się ze mną działo?- powiedziała dziewczyna z trudem wydobywając z siebie słowa

- W ciągu ostatnich trzech godzin przeszłaś dwa poważne zawały serca- powiedział poważnie House- i istnieje duże prawdopodobieństwo wystąpienia następnego, którego raczej już nie przeżyjesz.

Pacjentka z bólem po patrzyła w niebieskie oczy House’a

- Czy nie ma już dla mnie nadziei?- zapytała.

- Widocznie dziś jest twój szczęśliwy dzień- powiedział z ironią- potrzebujesz do zdrowia przeszczepu serca a akurat trafił nam się 25-cio letni motocyklista. Z jego karty wynika, że jemu serce już nie będzie potrzebna i chętnie ci je odda.

- Przeszczep serca?- zapytała- To poważna operacja...Czy... czy ja...mogę umrzeć?

- Istnieje takie ryzyko, ale bez operacji umrzesz NA PEWNO.- zakończył dobitnie House

W oczach pacjentki zalśniły łzy strachu i bólu.

- Czy jest tu Matt? -zapytała słabo- Chciałabym z nim porozmawiać...

- Interesujące...-powiedział House- czeka cię trudna i niebezpieczna operacja a ty nie chcesz się widzieć z matką, siostrą czy nawet z chłopakiem, ale właśnie z własnym szwagrem- lekarz spojrzał na pacjentka z zainteresowaniem.

- Co w tym złego, że chce się zobaczyć z kimś, kogo lubię?

- Z moich obserwacji wynika, że umierający ludzie spotykają się z tymi, których kochają. Skoro twoja mam i siostra wciąż denerwują mnie pytaniami o twoje zdrowie a chłopak pół nocy przesiedział trzymając cię za rękę domyślam się, że nie jesteś z nim pokłócona. --pacjentka spłoszona odwróciła się próbując uniknąć przenikliwego spojrzenia niebieskich oczu- Z drugiej strony umierający pragną zakończy wszystkie swoje nie rozwiązane sprawy, co też takiego łączy cię ze szwagrem, że musisz to zakończyć nim umrzesz?

Pacjentka przestraszona spojrzała na House’a potem odwróciła wzrok jakby nie mogąc znieść jego spojrzenia i powoli rzekła

- Kocham Matta... nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo dopóki- słowa z trudem wydobywały się z jej krtani- dopóki nie związał się z moją siostrą. Wielokrotnie próbowałam, ale nigdy nie zdobyłam się na to żeby mu powiedzieć. Pięć lat temu...w dniu ich ślubu miałam ostatnią szansę, ale wtedy nie potrafiłam- przerwała na chwilę chcąc złapać oddech-Żałuje, że nie potrafiłam się przemóc, każdego dnia czuję ból nie pewności i nie spełnionej miłości. Teraz czuję, że dostałam kolejną szansę... Nie chcę umierać ze świadomością, że Matt nie wie, co do niego czuję....

House spojrzał w oczy pacjentki i dostrzegł lśniące w nich łzy. Wstał powoli i wyszedł z pokoju. Czuł, że ból nogi wzmógł się, ale oprócz bólu nogi poczuł dziwne ukłucie serca.

Akt III

House siedział w swoim biurze, oparty niedbale o laskę i zamyślony wpatrywał się w pustą już białą tablicę. Był sam, wszyscy jego współpracownicy mieli wziąć udział w ślubie Cuddy. Roztargniony spojrzał na zegarek. Była 15.00.

- Dwie godziny do ślubu...- pomyślał machinalnie, lecz zaraz sobie przypomniał, że przecież go to nie obchodzi- Cuddy jest wolną kobietą i może robić co chce. Nawet jeżeli oznacza to ślub z pseudoortopedą z New York. – starał się odrzucić od siebie obraz szefowej w objęciach ortopedy o sztucznym uśmiechu po liftingu i wizję samego siebie usuwającego ten uśmiech przy pomocy skalpela.

Rozmyślania House’a o interesującym zastosowaniu skalpela i innych narzędzi chirurgicznych przerwało nagłe pojawienie się pielęgniarki.

- Przepraszam panie doktorze- pielęgniarka wyglądała na przestraszoną. Nie chciała tu przychodzi. Dość nasłuchała się o House’ie w pokoju pielęgniarskim, wolała nie sprawdzać prawdziwości plotek na własnej skórze. Niestety nigdy nie miała szczęścia w grach losowych-przyszłam zawiadomić, że niestety operacja pańskiej pacjentki nie odbędzie się dzisiaj.- wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.

- Co proszę? – zapytał House niezbyt grzecznym tonem

- Operacja pańskiej pacjentki została przesunięta- odpowiedziała coraz bardziej przestraszona pielęgniarka.

- A jednak się nie przesłyszałem.- House uważnie przyjrzał się dziewczynie- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że pacjentka bez tej operacji UMRZE!!

- Przepraszam panie doktorze- bezradnie opuściła wzrok- ale to nie moja decyzja, tylko doktora Hayes’a

- Hayes to idiota!- House nie krył irytacji. Dokładnie zlustrował wygląd pielęgniarki- I wygląda na to, że pracowników dobiera sobie wg. wielkości biustu a nie inteligencji.- rzucił na odchodnym i wyszedł z gabinetu

House wpadł jak burza do gabinetu transplantologa nie przejmując się pukaniem. Hayes siedział przy swoim biurku rozmawiając z jakąś wyraźnie zdenerwowaną kobietą.

- Jesteś totalnym głupcem Hayes!- rzucił Greg w ramach wstępu

- O House! Jak miło, że wpadłeś poznaj proszę moją żonę. –kobieta podniosła się lekko.

- Nawet małpa na wybiegu ma więcej rozumu do ciebie!- House nie zwracał uwagi na słowa lekarza.- Dlaczego nie chcesz przeprowadzić przeszczepu mojej pacjentce dzisiaj? Jakiego słowa w STAN CIĘŻKI nie rozumiesz?

- Cóż widocznie nie dopełniłeś wszystkich formalności brakuje podpisu administratora szpitala. Ja nie mogę naginać przepisów, nawet dla ciebie House- Hayes zrobił zadowoloną minę- a teraz pozwolisz, ale muszę dokończy z żoną poważną rozmowę.

- O, pani Hayes- zawołał House wychodząc- na tą wysypkę co panią dręczy ta maść nie pomoże. Radzę wziąć dobrego adwokata. Mąż panią zdradza!- dokończył scenicznym szeptem.

Na korytarzu zatrzymał się tylko na moment by zastanowić się co dalej robić. Następnie ze zdeterminowaną miną ruszył windą na dół a stamtąd udał się na parking. Wsiadł na swój motor i popędził w stronę domu Cuddy, po drodze przekonując siebie, że robi to tylko z troski o pacjenta.

Drzwi domu Cuddy otworzyła House’owi kobieta odziana w coś co przypominało wielki różowy namiot cyrkowy.

- Hej, przyszedłem do Cuddy- rzucił Greg i bez zaproszenia wtargnął do środka

- Kim pan jest?- spytała przestraszona kobieta

- Dawno zaginioną siostrą Cuddy przyszłam pokazać się jej po operacji zmiany płci. Jest u siebie?- spytał i nie czekając na odpowiedź ruszył do pokoju Cuddy- i mała rada- zwrócił się w stronę kobiety- przy twoim wyglądzie nie powinno się ubierać na różowo. Chyba, że jest się świnką Piggy- powiedział i znikł za drzwiami pokoju Cuddy.

Gdy wszedł do środka zaniemówił na chwilę z wrażenia. Cuddy stała na środku pokoju w długiej białej sukni, rozpuszczonymi włosami i z bukietem herbacianych róż w dłoni. Wyglądała przepięknie.

- House co ty tu robisz- zapytała z lekko drżącym głosem- Wilson mówił, że nie przyjdziesz.

- Nie przyszedłem na ślub.- głos Grega brzmiał mniej pewnie niż zwykle- moja pacjentka potrzebuje przeszczepu serca a nie mogę go przeprowadzić bez twojego podpisu.

- I przyszedłeś tylko po to? To dzień mojego ślubu House, twoja pacjentka chyba może poczekać parę godzin.- w głosie Cuddy pobrzmiewała lekka nuta zwątpienia

- W jej wypadku „póki śmierć was nie rozłączy” trzeba by zastąpić frazą „ póki nie minie sześć godzin”. Podpisz to i już mnie nie ma.- House podał jej formularz.

- Wlokłeś się przez pół miast po jeden podpis? Nie chce mi się w to wierzyć House, to byłoby dla ciebie zbyt wielkie poświęcenie.- powiedziała gorzko- Jeśli masz mi coś do powiedzenia zrób to teraz.

House jednak nie ruszył się z miejsca tylko z zakłopotaniem rozglądał się po pokoju. Przez twarz Cuddy przemknął lekki cień smutku.

- Wychodzę. Wszyscy już na mnie czekają. Do widzenia House.- powiedziała cicho. Odwrócił się i poszła w stronę drzwi. Gdy tylko jednak dotknęła klamki usłyszała za sobą cichy głos Grega.

- Nie odchodź... Kocham cię Liso!- Cuddy powoli odwróciła się w jego stronę.

- Zwróciłeś się do mnie po imieniu...

- Taaaa w Cosmo pisali, by przy wyznaniach miłosnych używać imienia wybranki.- popatrzył na nią z miłością i niemą prośbą w oczach.

- Dlaczego teraz House? Dlaczego dopiero teraz?- głos Cuddy drżał wyraźnie.

- Bo zrozumiałem, że to moja ostatnia i nie chce jej zmarnować tak jak poprzednich- podszedł do niej i delikatnie pogładził po policzku.- Kocham Cię. Jesteś denerwująca, wtykasz nos w nie swoje sprawy i wszystko chcesz robić po swojemu ale kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie...- nachylił się i delikatnie ją pocałował.

- To będzie trudne Greg- powiedziała cicho

- Gdybym chciał czegoś łatwego nie wybrałbym ciebie- przytulił ją mocniej do siebie

- Kocham cię- szepnęła pełnym szczęścia głosem- bałam się, że ty nigdy nie odwzajemnisz moich uczuć

- Ciii... nie marnujmy już więcej czasu- znów połączył ich pocałunek.

Stali tak połączeni pocałunkiem w szarym świetle listopadowego wieczora a chwila ta zdawała się im najpiękniejszą w całej wieczności. Nagle House odsunął się trochę i spojrzał na Cuddy z figlarnym błyskiem w oku.

- Teraz już wiem na pewno- zaczął powoli- twój biust jest w stu procentach naturalny!- skwitował wypowiedź swoim najpiękniejszym uśmiechem

- Och zamknij się!- powiedziała śmiejąc się w uderzając go lekko w ramie- lepiej się zamknij i pocałuj mnie

Zrobił to. Z największą przyjemnością.

środa, 20 lutego 2008

oklapłam

Ja wiem, że ludzie bywają różni... Cisi i spokojni lub hałaśliwi i pełni energii. Mniej lub bardziej pewni siebie . Niektórych lubię innych nie. Ot takie ludzkie targowisko z osobowościami. Jednak dziś moja nadzieja w ludzkość stopniała jak śnieg w maju. Widziałam już różne przejawy głupoty ale dzisiejszy ranek przeszedł moje najśmielsze oczekiwania... Jakby powiedziała Pacia: Witki mi opadły i smętnie sobie dyndają...

sobota, 16 lutego 2008

Na dnie rozpaczy...

Stało się nie wyobrażalne... Ten dzień zaskoczył mnie i osaczył. Przygotowywałam się na ten dzień lecz nie myślałam, że nastąpi tak szybko. Stało się niewyobrażalne.... Z powodu strajku scenarzystów do kwietnia nie będzie nowych odcinków "House MD" ;(
pogrążona w żałobie będąc na House'owym odwyku pogrążam się w żałobie oglądając stare odcinki i wspominając wszystkie te chwile jakie spędziłam z Gregorym House.

środa, 13 lutego 2008

Plany na Walentynki

Jak zauważyła etnologiczna połowa mojego mózgu walentynki to święto sztuczna nadmuchane i trochę jakoś takie mało pasujące do naszej rzeczywistości, bo tak naprawdę nie wiadomo o co w tych całych walentynkach chodzi. Sam św. Walenty to postać nie pewna, nie wiemy nawet kim do końca był i o ile dobrze pamiętam za swojego patrona obrali go.... cukiernicy. W każdym razie do walentynki jako święto narodowe jakoś mi się nie widzą :P (tak wiem to wszystko dlatego, że jestem już starą, zdesperowaną. brzydką panną dorabiającą ideologie do faktu, że nie mam faceta. Proszę możecie mnie za to zlinczować!)

Jednakże walentynki to powód dobry jak każdy inny, żeby trochę poszaleć. Ja na walentynki miałam plan prosty i jakże przewidywalny. Walentynkowy wieczór miałam spędzić z mim wymarzonym facetem. Przystojnym, wybitnie inteligentnym, z poczuciem i uzdolnionym muzycznie. No i te jego oczy! Mieliśmy razem spędzić niezapomniany wieczór pełen śmiechu i uniesień a nasz romans miał trwać pełne 12 odcinków.... Ehh.. ale plany są po to, żeby je zmieniać dlatego też wieczór 14 lutego spędzę na Syrokomli wraz z moimi uroczymi towarzyszkami ;)

poniedziałek, 11 lutego 2008

Rozmyślania nad wodospadem....


Nie będę się tu roztrząsać nad powodami mojego zaniedbania pisania :p pozostawiam to waszym spekulacjom i domysłom jak znajdziecie jakiś ciekawy powód możecie mi podrzucić chętnie się z nim zapoznam.


Druga połowa mojego mózgu przekroczyła próg niewinności, przestała być już nastolatką a zyskała status kobiety dwudziestoletniej!! Wiadomość straszna i zaskakująca ale ja tam nie zauważyłam z tego powodu jakiejś zaskakującej zmiany w jej zachowaniu po prostu teraz nie wypada jej paradować po plaży bez niczego jak wtedy gdy miała 2 lata (chociaż niektórzy twierdzą, że na chodzenie nago po plaży każdy wiek jest odpowiedni). Wiem tylko jedno,
Paciu,
życzę Ci wszystkiego najlepszego!
Mnóstwa tych wszystkich dobrych ości: miłości, radości, pomyślności, szczęśliwości, szczerości, miłości, sprawiedliwości, wspaniałości, piękności, miłości a nawet złości (byle twórczej i nie skierowanej na mnie) no i oczywiście miłości!
Sto lat Paciu!




Wczoraj wróciłam z biwaku w Skomielnej Czarnej. Było naprawdę wspaniale, wyśpiewałam się jak dawniej, znów zagłębiłam się w tej harcerskiej atmosferze. Wszystko by było pięknie gdyby nie to, że byłam tam sama. Moja drużyna zrezygnowała z biwaku... ot tak po prostu bez jakiegoś konkretnego powodu. Szczerze powiem zawiodłam się na nich a przy tym także w pewnym sensie na sobie, w końcu to ja jestem ich drużynową.... Na szczęście nie wszyscy mnie opuścili, był ze mną mój PrzySzymek, który stwierdził, że nawet lubi naszych harcerzy i Martyna Owca, która udowodniła, że można świetnie bawić się ze sobą na biwaku będąc z różnych drużyn. Martyna na biwaku złożyła przyrzeczenie a chyba nie ma piękniejszego momentu w pracy drużynowego niż ten, gdy harcerz z twoich rąk odbiera swój świetlany harcerski krzyż....

środa, 2 stycznia 2008

Posylwestrowe rozmyślania noworoczne

Witam wszystkich w 2 dniu Nowego 2008 Roku.
pozdrawiam wszystkich dla których epitet "nowy" coś zmienia i oznacza...
Jak dla mnie całe to zamieszanie z Sylwestrem i Nowym Rokiem jest bez sensu. W sumie poza możliwością dobrej zabawy Sylwester nie przynosi nam niczego konkretnego. 1-go stycznia nie budzimy się jacyś odmienieni, inni, nasze zmartwienia nie znikają a to co nas dotychczas gnębiło nie przestaje istnieć. Nabijamy sobie głowę postanowieniami a potem znajdujemy wymówki żeby i tak ich nie realizować. Dlaczego to właśnie Sylwester ma być czasem gwałtownych zmian? Czy jeżeli postanowię sobie coś 15- go marca będzie to mniej ważne postanowienie? Jak dlamnie Sylwester to tylko przejście z '07 na '08. A Nowy Rok? No cóż... Może przynieść wszystko... Tak samo jak kolejny miesiąc, tydzień, dzień czy godzina...