Każdy ma takie smaki i zapachy, które zawsze będą kojarzyć się z dzieciństwem. Może to być smak ciasta drożdżowego babci, świątecznego sernika, zapach perfum mamy czy zapach rześkiego poranka na wycieczce. Są tam zamknięte wspomnienia naszych lat dziecinnych, przeżycia i odczucia, które do nas za ich sprawą wracją.
Jednym ze smaków mojego dzieciństwa jest smak pizzy z Lisiej Łapki. To maleńka pizzeria, która jest w tym samym miejscu odkąd sięgam pamięcią. Podają tam pyszną pizze z pieczarkami, której smak trudno pomylić z czymś innym. Mama zabierała mnie tam jak byłam mała. Kupowałyśmy sobie wtedy pizze na pół i sok jabłkowy. Wczoraj poszłam tam sobie na obiad. Nic się nie zmieniło. Ten sam wystrój, krzesła, stoliki i śmieszna myszka Micky na ścianie, nawet pani za ladą jest ta sama. Smak pizzy też się nie zmienił. Na szczęście. Ta mała knajpka opiera się zmianą od tylu lat, nie działa zgodnie z wymogami rynku a jednak trwa. I bardzo dobrze, przez to jest wyjątkowa. I jest to chyba jedyna pizzeria na świecie, która w soboty i święta jest otwarta do 14.
jak się wam nudzi możecie poczytać i komentować od razu tam :)
czwartek, 20 marca 2008
niedziela, 16 marca 2008
Jestem chora.
Jestem chora. Moje płuca są wypełnione dziwnym śluzem, z nosa spływa mi katar a jak nie spływa to zatyka boleśnie zatoki. Jestem chora, ale się nie poddaje smutkowi, harcerz jest zawsze pogodny i umie znaleźć coś dobrego w każdej sytuacji.
Dobre strony bycia chorym:
1. masz więcej czasu dla siebie (aż za dużo)
2. możesz cały dzień oglądać House'a (tylko, że po pięciu minutach ból głowy ci to uniemożliwia)
3. każdą czynność możesz zakończyć 20 min. odpoczynkiem (niekiedy jest to wręcz konieczność bo jest się tak słabym, że nie można normalnie funkcjonować)
4. mamusia gotuje ci same przysmaki w trosce o twój apetyt (chociaż i tak nie masz na nic ochoty poza kolejnym ibupromem)
Może na tym skończymy listę tych przyjemności, bo jeszcze niektórzy skłonni są zachorować specjalnie aby tylko tego zaznać. Mała rada, jeżeli jesteście chorzy i macie gorączkę nie oglądajcie wtedy House'a!!!!!! Tam jestr tyle rodzajów zapalenia płuc, infekcji bakteryjnych i wirusowych, że można w paranoję popaść. Człowiek zaczyna się zastanawiać: czy to papuzica? a może legionella? toksoplazmoza? wirusy? bakterie? grzyby? i pytanie, które nakręca nie jeden odcinek: czy potrzebna jest już biopsja płuc??!! Jeżeli więc jesteście chory i macie skłonności do lekkiej paranoi, nie oglądajcie House'a gdy jesteście chorzy.
p.s. Dziękuję Paciu za telefon (o 5.30), jak wiadomo "najlepiej jest zbudzić się w marcu nad ranem" ale jeszcze lepiej zostać obudzonym :D Chciałabym być z wami wtedy na koncercie ale cóż pozostaje mi śpiewanie samej. Chcecie się przyłączyć? Idę dołem a ty górą....
Dobre strony bycia chorym:
1. masz więcej czasu dla siebie (aż za dużo)
2. możesz cały dzień oglądać House'a (tylko, że po pięciu minutach ból głowy ci to uniemożliwia)
3. każdą czynność możesz zakończyć 20 min. odpoczynkiem (niekiedy jest to wręcz konieczność bo jest się tak słabym, że nie można normalnie funkcjonować)
4. mamusia gotuje ci same przysmaki w trosce o twój apetyt (chociaż i tak nie masz na nic ochoty poza kolejnym ibupromem)
Może na tym skończymy listę tych przyjemności, bo jeszcze niektórzy skłonni są zachorować specjalnie aby tylko tego zaznać. Mała rada, jeżeli jesteście chorzy i macie gorączkę nie oglądajcie wtedy House'a!!!!!! Tam jestr tyle rodzajów zapalenia płuc, infekcji bakteryjnych i wirusowych, że można w paranoję popaść. Człowiek zaczyna się zastanawiać: czy to papuzica? a może legionella? toksoplazmoza? wirusy? bakterie? grzyby? i pytanie, które nakręca nie jeden odcinek: czy potrzebna jest już biopsja płuc??!! Jeżeli więc jesteście chory i macie skłonności do lekkiej paranoi, nie oglądajcie House'a gdy jesteście chorzy.
p.s. Dziękuję Paciu za telefon (o 5.30), jak wiadomo "najlepiej jest zbudzić się w marcu nad ranem" ale jeszcze lepiej zostać obudzonym :D Chciałabym być z wami wtedy na koncercie ale cóż pozostaje mi śpiewanie samej. Chcecie się przyłączyć? Idę dołem a ty górą....
niedziela, 9 marca 2008
Spraway różne
!. Pogoda
Całkowicie zwariowała. Każdego dnia jest inna jakby chciała pokazać, że przysłowie "w marcu jak w garncu" jest prawdą. Na szczęście ostatnio utrzymuje się na poziomie umiarkowanym. Słoneczko sobie świeci wietrzyk sobie powiewa a czasem pojawi się mgła. Aż chce się wyjść! Ja postanowiłam z tego skorzystać i mam pewien plan o którym może wkrótce się dowiecie.
@. Zmiany
jak widzicie zmieniłam tapetę na komputerze. Można powiedzieć, że wróciłam do korzeni, bo tapeta z Moulin Rouge już kiedyś u mnie królowała. Strasznie mi się podoba to zdjęcie, ma świetny klimat (jak cały film z resztą) w ogóle "Moulin Rouge" należy do filmów ubóstwianych. Nie myślcie jednak, że zmiana tapety oznacza odejście House'a. O nie! On nadal króluje tylko, że naszła mnie ochota na zmianę otoczenia ;) Poza tym nie mogłam się skupić siedząc przy komputerze i patrząc na te niebieskie oczęta :D
#. Szaleństwo Bollywood cd.
z okazji Dnia Kobiet do Gazety Wyborczej dołączony był film : "Salaam namaste- Trudna droga do miłości" kolejny przebój Bollywood. Polski tytuł (nie jest dokładnym tłumaczeniem) może trochę zmylić i wskazywać na jakiś melodramat a jest to naprawdę świetna komedia! Uśmiałam się do łez a parę razy spadłam z krzesła. Różni się on od innych filmów tego typu, nie ma w nim tak wielu nawiązań do kultury Indii, jest bardziej międzynarodowy ale posiada wszystkie te cech, które lubię w filmach marki Bollywood. Jest wesoły, postacie są przyjazne, pełno w nim muzyki i tańca a przede wszystkim przesłanie filmu jest pozytywne aż do bólu (brzucha ze śmiechu oczywiście).

Całkowicie zwariowała. Każdego dnia jest inna jakby chciała pokazać, że przysłowie "w marcu jak w garncu" jest prawdą. Na szczęście ostatnio utrzymuje się na poziomie umiarkowanym. Słoneczko sobie świeci wietrzyk sobie powiewa a czasem pojawi się mgła. Aż chce się wyjść! Ja postanowiłam z tego skorzystać i mam pewien plan o którym może wkrótce się dowiecie.
@. Zmiany
jak widzicie zmieniłam tapetę na komputerze. Można powiedzieć, że wróciłam do korzeni, bo tapeta z Moulin Rouge już kiedyś u mnie królowała. Strasznie mi się podoba to zdjęcie, ma świetny klimat (jak cały film z resztą) w ogóle "Moulin Rouge" należy do filmów ubóstwianych. Nie myślcie jednak, że zmiana tapety oznacza odejście House'a. O nie! On nadal króluje tylko, że naszła mnie ochota na zmianę otoczenia ;) Poza tym nie mogłam się skupić siedząc przy komputerze i patrząc na te niebieskie oczęta :D
#. Szaleństwo Bollywood cd.
z okazji Dnia Kobiet do Gazety Wyborczej dołączony był film : "Salaam namaste- Trudna droga do miłości" kolejny przebój Bollywood. Polski tytuł (nie jest dokładnym tłumaczeniem) może trochę zmylić i wskazywać na jakiś melodramat a jest to naprawdę świetna komedia! Uśmiałam się do łez a parę razy spadłam z krzesła. Różni się on od innych filmów tego typu, nie ma w nim tak wielu nawiązań do kultury Indii, jest bardziej międzynarodowy ale posiada wszystkie te cech, które lubię w filmach marki Bollywood. Jest wesoły, postacie są przyjazne, pełno w nim muzyki i tańca a przede wszystkim przesłanie filmu jest pozytywne aż do bólu (brzucha ze śmiechu oczywiście).

środa, 5 marca 2008
Lody w środku zimy....
Lody w środku zimy smsakują niesamowicie. Smakują z jednej strony latem, z drugiej czymś ulotnym, smakiem robienia czegoś wbrew konwenansą (przynajmniej polskiem). Mówiąc znajomym, że idziesz na lody trzęsąc się przy tym z zimna i kuląc się od wiatru robisz wrażenie czlowieka niezbyt zrównoważonego. Jednak warto. Lody w zimie mają smak odzyskanej wolności.
''Kal Ho Naa Ho- Gdyby jutra nie było". Kolejna z wielkich produkcji Bollywood. Miejscami tak kiczowata, że aż śmieszna. Mimo przesłodzonej czasami konwencji film jest piekny i wzruszający. Nie cwszyscy lubią konwencję bollywoodu ale mi ona przypadła do gustu, muzyka jest poruszajaca a sama opowiedziana historia jest piękna i wciągająca. Polecam wszystkim, którzy nie boja się pośmiać na filmie a potem troszeczke popłakać.

poniedziałek, 3 marca 2008
Potteromania
Byłam Potteromaniakiem. Od czasu czwartej podstawówki, kiedy dopadłam pierwszą część przygód o młodym czarodzieju porwał mnie świat stworzony przez panią Rowling. Pojawianie się kolejnych części było dla mnie wielkim przeżyciem. Mogłam nie spać całą noc zagłębiając się w kolejne tomy, potrafiłam przez parę dni nic nie robić tylko czytać kolejne części. Każdą część przeczytałam co najmniej dwa razy, część trzecią coś koło pięciu razy. Niestety gdzieś tak od piątej części przygody Harrego Pottera przestały dostarczać mi tych emocji co kiedyś. Dwóch ostatnich tomów ("Harry Potter i Książę Półkrwi" oraz "Harry Potter i insygnia śmierci") nie ma nawet na mojej półce.
Ostatnio wpadł mi w ręce ostatni tom sagi o młodym czarodzieju i muszę powiedzieć jedno: zawiodłam się na tej książce. Choć jest ona bardzo obszerna, ponad 770 stron, to tak naprawdę nic w niej nie ma. Harry zrobił się strasznie denerwujący, Ron nijaki a Hermiona straciła swój dawny polot. Wszystko tu jest namieszane fabuła niby pędzi jak szalona a ja mam wrażenie, że nic się nie dzieje. Niektóre motywy są niezrozumiałe i niejasne wręcz niepotrzebne. Wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych i tak naprawdę pod koniec nie wiadomo nic nowego. Ostatni rozdział według mnie jest kompletnie nie potrzebny. Prawdopodobnie miał on za zadanie podsumować całą serię i pokazać co też stało się z Harrym jak już nie ucieka przed śmiercią, niestety ostatni rozdział przynosi tylko garść informacji i to albo tych oczywistych albo kompletnie niepotrzebnych, pomijają te, które chcielibyśmy znać (np. co robi Harry i spółka oprócz płodzenia dzieci i wysyłaniem ich do szkoły?).
Powiem tylko jedno: pani Rowling, zawiodłam się na pani.
p.s. AVE MAJONEZ!! FCWM RZąDZą!!
Ostatnio wpadł mi w ręce ostatni tom sagi o młodym czarodzieju i muszę powiedzieć jedno: zawiodłam się na tej książce. Choć jest ona bardzo obszerna, ponad 770 stron, to tak naprawdę nic w niej nie ma. Harry zrobił się strasznie denerwujący, Ron nijaki a Hermiona straciła swój dawny polot. Wszystko tu jest namieszane fabuła niby pędzi jak szalona a ja mam wrażenie, że nic się nie dzieje. Niektóre motywy są niezrozumiałe i niejasne wręcz niepotrzebne. Wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych i tak naprawdę pod koniec nie wiadomo nic nowego. Ostatni rozdział według mnie jest kompletnie nie potrzebny. Prawdopodobnie miał on za zadanie podsumować całą serię i pokazać co też stało się z Harrym jak już nie ucieka przed śmiercią, niestety ostatni rozdział przynosi tylko garść informacji i to albo tych oczywistych albo kompletnie niepotrzebnych, pomijają te, które chcielibyśmy znać (np. co robi Harry i spółka oprócz płodzenia dzieci i wysyłaniem ich do szkoły?).
Powiem tylko jedno: pani Rowling, zawiodłam się na pani.
p.s. AVE MAJONEZ!! FCWM RZąDZą!!
niedziela, 2 marca 2008
Post edukacyjny
Najpierw krótkie wyjaśnienie, postanowiłam, że obrazek powitalny będzie się zmieniał w zależności od tego jaką będę miała tapetę na pulpicie. Będziecie mieć takie małe okienko do mojego komputera. jak widać na razie z ekranu komputera patry na mnie dr. House. Zaskoczeni?
a to baner który mam na forum. Stworzony przez Dwukwiat :D

Żebyście nie pomyśleli, że nie dbam o waszą edukację dzisiejsze post ma charakter edukacyjny.
Literaturoznastwo. Interpretacja bajki "Czerwony kapturek" wg. Ericha Fromma.
"Czerwony kapturek" wg. Fromma to tak naprawdę opowieść o walce między mężczyznami a kobietami. Czerwony kapturek to dziewczynka, która przekracza próg dorosłości (a tak! jej czerwone nakrycie głowy to symbol menstruacji). Dziewczynka ma opuścić bezpieczny świat kobiet i wejść w prawdziwe życie. Ostrzeżenia matki, by nie schodziła z drogi odnoszą się do cnoty, ostrzega ją przed mężczyznami, którzy chcą ją zdobyć. Jak wiem Czerwony Kapturek schodzi z wyznaczonej ścieżki kuszony przez wilka (symbol mężczyzny), co pogrąża ją i jej rodzinę. Gajowy wcale nie oznacza tu bohaterskiego wyzwoliciela, jego jedynym zadaniem jest rozciąć wilka. Bajka kończy się zaszyciem przez babcie i wnuczkę kamieni w brzuchu Wilka, jest to przypomnienie mężczyzną, że są jałowi mogą rodzić tylko rzeczy martwe. Zakończenie to śmiech kobiet, ich zwycięstwo, męska dominacja zostaje zwalczona.
Jaki z tego wniosek? Studia na polonistyce wcale nie są nudne :D
a to baner który mam na forum. Stworzony przez Dwukwiat :D

Żebyście nie pomyśleli, że nie dbam o waszą edukację dzisiejsze post ma charakter edukacyjny.
Literaturoznastwo. Interpretacja bajki "Czerwony kapturek" wg. Ericha Fromma.
"Czerwony kapturek" wg. Fromma to tak naprawdę opowieść o walce między mężczyznami a kobietami. Czerwony kapturek to dziewczynka, która przekracza próg dorosłości (a tak! jej czerwone nakrycie głowy to symbol menstruacji). Dziewczynka ma opuścić bezpieczny świat kobiet i wejść w prawdziwe życie. Ostrzeżenia matki, by nie schodziła z drogi odnoszą się do cnoty, ostrzega ją przed mężczyznami, którzy chcą ją zdobyć. Jak wiem Czerwony Kapturek schodzi z wyznaczonej ścieżki kuszony przez wilka (symbol mężczyzny), co pogrąża ją i jej rodzinę. Gajowy wcale nie oznacza tu bohaterskiego wyzwoliciela, jego jedynym zadaniem jest rozciąć wilka. Bajka kończy się zaszyciem przez babcie i wnuczkę kamieni w brzuchu Wilka, jest to przypomnienie mężczyzną, że są jałowi mogą rodzić tylko rzeczy martwe. Zakończenie to śmiech kobiet, ich zwycięstwo, męska dominacja zostaje zwalczona.
Jaki z tego wniosek? Studia na polonistyce wcale nie są nudne :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)