Wtorek to dziwny dzień, taki bez charakteru. Po prostu się go przeżywa i przechodzi do środy a środa jak wiadomo to dzień przełomu, środek tygodnia, coraz bliżej do weekendu. Wtorek się pomija, jest przemilczany nie jest tak beztroski jak piątek czy zdyscyplinowany jak poniedziałek.
W taki właśnie wtorek siedzę sobie w mieszkaniu na Syrokomli i jest mi tu cicho jak nigdy. Dobrze to robi, taki cichy wieczór bez zbednych słów i wymuszonych uprzejmości. Jest tak domowo, spokojnie, wręcz melancholijnie. Wszystko płynie powoli, sennie i leniwie a jednak nie mam poczucia straconego czesu. Jest juz późny wieczór przez otwarte okna wpada świeże majowe powietrze przepełnione wiosennymi zapachami. Jutro jest środa, czeka mnie ciężki dzień na uczelni ale jeszcze nie muszę o tym myslec, jeszcze nie teraz. Teraz jest wtorek, najbardziej powszedni ze wszystkich dni, leniwy wieczór zasłuchany w kojące dźwięki muzyki, teraz wreszcie świat się zatrzymał.
Siedząc teraz przed ekranem odczuwam dziwna mieszankę uczuć. Z jednej strony jestem spokojna, zrelaksowana ale też odczuwam dziwny niepokój, że zaraz ktoś zabierze mi te chwile intymnej ciszy, zniszczy ją wkraczając w sam jej środek z głośnym piskiem. Czuję też ,że płynę unoszę się na powierzchni a jednocześnie wiem, że koło mnie płyną też ludzie, ktorych smutek ciągnie na dno. Chcialabym im móc pomóc jednakże, kto sam nie umie dobrze pływać nigdy nie będzie instruktorem pływania.
Taki jest mój wtorek, dziwny i nieopisany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz