

Są miejsca, które kocha się od pierwszego wejrzenia, od pierwszego kroku na ścieżce, pierwszego oddechu tamtejszym powietrzem. Nigdy nie rozumiałam dlaczego większość piosenek mówiących o górach jest o Bieszczadach, przecież są jeszcze Gorce, Beskidy i Pieniny wszystkie piękne majestatyczne i poetyczne. Dopiero w te wakacje przekonałam się o magii Bieszczad. Porośnięte bukowiną stoki, wciąż dzikie i dziewicze, magiczne miejsca pełne są muzyki i poezji. Choć byłam w Bieszczadach tylko parę dni i nie przeszłam ich wzdłuż i wszerz, zakochałam się w nich miłością pierwszą, mocną i niewinną. Bieszczady to miejsce, które się wspomina, do którego chce się wracać. W tym roku zaniedbałam góry, rzadko je odwiedzałam, na szczęście pomimo to udało mi się odkryć moje Bieszczady (moje, bo dla każdego są czym innym).
Na pierwszym zdjęciu widok z Połoniny Caryńskiej. Stojąc na jej szczycie ma się poczucie nieskończonej przestrzeni i wolności, chce się iść na przód , nieważne w którym kierunku, ścieżką jakby na dachu świata. Drugie przedstawia Łopienkę, miejsce w którym od razu się zakochałam. Mała, opuszczona wioska Łemkowska, z której ostały się tylko cerkiew i zdziczałe sady. Trudno opisać to miejsce, jego ciche piękno. Zespół Cisza jak ta śpiewa piosenkę Chrystus Bieszczadzki mówi ona właśnie o Łopience, lecz żeby dokładnie zrozumieć sens tej piosenki trzeba to miejsce odwiedzić....
Przyczyną mojego nagłego sentymentalnego powrotu w Bieszczady był oczywiście koncert W górach jest wszystko co kocham... na którym byłam razem z Pacią, Dominikiem i Danielem. Koncert był wspaniały chociaż jak dla mnie za krótki (jestem raczej przyzwyczajona do yapowo-gorcstokowych koncertów całonocnych). Grali i śpiewali: Cisza jak ta, Browar Żywiec, Robert Marcinkowski, Tomaz Jamróżewski i Dom o zielonych progch. Bawiłam się świetnie choć Pan-W-Czerwonym ubrał się na niebiesko i nie wyglądał już tak fajnie, za to Skrzypek i jego skrzypce jak zwykle fenomenalini (zwłaszca te joego skórzane spodnie!).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz