Sesja. Straszne słowo. Tym bardziej straszne, że nieuniknione. Z ust, do ust z coraz większym drżeniem studenci w całym kraju przekazują sobie to straszne słowo będące zapowiedzią czasu bezsenności, bolących pleców i łzawiących oczu… Wraz ze słowem s-e-s-j-a przychodzi jeszcze jedno słowo wywołujące nagłe ataki paniki EGZAMIN. Co więcej słowo to występuje w liczbie mnogiej i zawsze ich liczba przekracza zdolności normalnego człowieka. I tym właśnie różni się student od człowieka. Student przetrzyma a potem się upije. Gdybym ja planował rok akademicki sesja nazywałaby się sesyjką a egzamin- niezobowiązującym sprawdzianikiem. Mała zmiana nazewnictwa i od razu lepiej. Wyobraźcie sobie jakby to brzmiało:
- Hej, jak tam sesyjka?
- A wiesz, zostały mi jeszcze dwa niezobowiązujące sprawdzaniki i koniec!
A tak zbliża się SESJA i muszę się uczyć do EGZAMINÓW. Brrrrr… aż ciarki przechodzą.
Jestem na Houseoodwyku! Do września! I jak ja mam tu wytrzymać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz